Gdyby głupota potrafiła latać, jak mówił kiedyś dr Sztrosmajer z serialu „Szpital na peryferiach” to Palikot Janusz powinien wznosić się w przestworzach. Jak mawiały moje dzieci – lider RP (nie mylić z Najjaśniejszą Rzeczypospolitą) tak dokłada do pieca, że nie straszna nam żadna zima. Od czasu, gdy znów zadomowił się w Sejmie podgrzewa atmosferę na wszelkie sposoby. A to chce eksmitować krzyż z sali obrad, to wymyśla znów coś innego. Kilka dni temu obiecał „zjarać” na Wiejskiej jointa. Ekscytuje się tym wszystkim jak przysłowiowy mieszkaniec zapadłej dziury na Saharze blaszką. Celnie określił to, niespecjalnie lubiany przeze mnie Lis Tomasz w TOKFM – „Mamy trzy miesiące od wyborów, a dalej trwa ta eventowa tandeta. Guzik mnie obchodzi, czy Palikot jutro założy prezerwatywę na głowę, a pojutrze zapali. Czas się wziąć do roboty, bo na razie to gówniarstwo i dziecinada”.
Nic nie robi Palikot i jego „banda”, a przecież obiecywali tyle. Mieli wszystko wywrócić do góry nogami. I jak zwykle okazały się to tylko puste deklaracje. Gdyby uważnie śledzić tzw. „dokonania” Mistrza z Biłgoraja można by to przewidzieć. Bo co takiego naprawił, gdy przewodniczył Komisji Przyjazne Państwo? Pewna znajoma posłanka opowiadał mi, jak to wydeptywał ścieżki do Pana Przewodniczącego w sprawie zmian w prawie budowlanym. Nigdy nie miał na to czasu. Teraz jest podobnie. Gada, co mu ślina na język przyniesie, a w tzw. praniu jest cieniasem. Nawet tego jointa nie odważył się „zjarać”. Przyniósł jakieś śmierdzące kadzidełka i wyszedł na „ćwoka”.
Zdaniem wspomnianego wcześniej Lisa, Ruch Palikota musi wybrać, albo chce pozostać na dłużej w polityce i „tworzyć ekipę ludzi, którzy mogą wziąć władzę”, albo skupiać się na spektakularnych akcjach – „evencikach”. – Ale czym taka polityka różni się od tego, co robią marni, celebryci, którzy żeby funkcjonować musza umawiać na stawkę z tabloidami? Według mnie niczym – ocenił redaktor naczelny tygodnika „Wprost”.

Comments

comments