Mam spore obrzydzenie do świątecznych zakupów. Szczególnie tych połączonych z wizytą w „świątyni konsumeryzmu”. Ale niestety niedane mi było dzisiaj z tego się wywinąć. Mus to mus. Wybraliśmy się dość wcześnie, bo kilka minut przed godziną 10 pełni nadziei, że przy sobocie to może będzie mniej ludzi. Niestety nic bardziej mylnego nie mogliśmy sobie wykoncypować. Parking pełen. Przed kasami wianuszki z wyładowanymi po brzegi wózkami. Continue Reading…