Bardzo rzadko daję się uwieść telewizji. A zwłaszcza, tej państwowej. Najczęściej jej propozycje są nudne lub tak nasączone polityką, że odrzucają do ekranu natychmiast, gdy tylko włączy się to pudło. Ale czasami trafi się coś tak wyjątkowego, że można tak, jak w ostatni sobotnio-niedzielny wieczór zatracić się zupełnie do godziny 3. I najważniejsze – nie żałować tego. Tym czymś wyjątkowym była filmowa wersja powieści Milana Kundery „Nieznośna lekkość bytu”. Niezwykła historia miłości Tomasza i Teresy. Continue Reading…