Archive for Sierpień, 2014

Sie
3

Żar sierpniowych tropików

Żar sierpniowych tropików

Ostatnie dni sierpnia mamy w naszej współczesnej, i nieco odległej historii pełne ważnych momentów. Zwykle kojarzą się one z końcem wakacji i początkiem roku szkolnego. Od ponad półwiecza także z hasłem „Teraz Polska”, które podobno wg histerycznych szyderców wymyślił facet z wąsikiem, którego nie wspominamy czule. Później cały sierpień to chlubne dni Powstania Warszawskiego, pamiętane przez kolejne pokolenia Rodaków. Od ponad trzydziestu lat to pierwszy sygnał, że można żyć w wolnym państwie. Od wczoraj to także moment, w którym powinniśmy czuć się równoprawnymi Europejczykami. Continue Reading…

Sie
1

Chamstwu w życiu…

Chamstwu w życiu…

Gdybym miał coś z polityka lub rozemocjonowanego członka ŚFR, to napisałbym, że dzięki mojemu wczorajszemu krytycznemu wpisowi o niejakim kandydacie Janickim na prezydenta Wrocławia – wymieniony dzisiaj już odwołał swoje kandydowanie. Tak! Rano czytam, że już „nie będzie”, bo ma jakieś „poważne plany biznesowe”. I bardzo dobrze. Continue Reading…

Sie
0

Wybieram miejską normalność w wydaniu PiS

Wybieram miejską normalność w wydaniu PiS

A tak miło zapowiadał się ten ostatni wtorek sierpnia. Choć od kilku dni powiewa już jesienią, to właśnie dzisiaj postanowiłem spełnić swoje letnie, śniadaniowe marzenie. Jajecznicę na pomidorach. Lubię ją od dawna, a obecne pachnące słońcem pomidory nadają się do niej wyśmienicie. Oczywiście, od niedzieli czekają na swój czas także wiejskie jaja, przywiezione aż z Rokitek, położonych nieopodal Chojnowa. Nic tylko zaczynać ucztę. Wystartowałem i po chwili czułem niebotyczny jej smak. Chwilę potem postanowiłem sprawdzić, co tam na fejsisku i ….. masz babo placek. Continue Reading…

Sie
0

Idzie ku…..

Idzie ku…..

W tym wielokropku, z tytułu, nie ma nic z podtekstu. Po prostu zabrakło mi słowa na określenie tego, ku czemu idzie. Np. kiedyś mówiło się, że „idzie ku dobremu”. Teraz nie wiem, czy to, ku czemu się zbliżamy będzie dobre. Bo po pierwsze Główny Starter odpalił, że 16 listopada mamy ocenić władzę. Także wczoraj okazało się, że moje prorocze ploty z okolic Wiejskiej się sprawdziły i Robercik z Partii Miłości, ląduje w Wysokiej Izbie. Continue Reading…

Sie
2

„Idzie przez świat pan Cogito zataczając się lekko”

„Idzie przez świat pan Cogito zataczając się lekko”

Podpisałem się ostatnio obiema ..nogami pod stwierdzeniem Piotra Metza, który powiedział, że „Kiedy słyszę dziecko śpiewające w telewizji Niemena, to mi się nóż w kieszeni otwiera”. To akurat odnosiło się do polskiego rynku muzycznego. Mnie nóż otwiera się w kieszeni, gdy widzę, tzw. „rzeźbienie w gów..e” magistrackich urzędników wokół pomocy dla partnerskiego Iwano – Frankowska. Kto pamięta widok olbrzymich niemieckich, czy innych zachodnich tzw. „tirów” przywożących do nas dary w czasie stanu wojennego wie, o co chodzi. Continue Reading…

Sie
7

Jak Heniu uczy pokory Małego Rycerza z Kalna

Jak Heniu uczy pokory Małego Rycerza z Kalna

Dawno nie brałem na tapetę Jegomościa z Kalna. Chyba pewnie z powodu jego małej atrakcyjności. Choć chłopina dwoi się i troi, by istnieć w tzw. przestrzeni publicznej nie tylko, jako urzędnik średniej klasy, ale i animator sportów senioralnych (biegi ze stulatkiem), czy inne brewerie pijarowskie. Continue Reading…

Sie
0

Jak ćwierć „bańki” utopić w szkle

Jak ćwierć „bańki” utopić w szkle

Czy ćwierć miliona złotych za wyborcze poparcie braci sukienkowych to dla naszej władzy mało czy dużo? Co można by za te pieniądze, wydane na performerskie instalacje szklane zwane Świętymi Drzwiami, naprawić w mieście? Z całą pewnością wiele. Continue Reading…

Sie
0

Nie odkręcę gazu dla Putina

Nie odkręcę gazu dla Putina

Okazuje się, że nie wszystkim smakują polskie jabłka. Kamil Sikora donosi w naTemat.pl, że podobno grupa miłośników Władimira Władimirowicza uruchomiła fan page „Odkręć gaz dla Putina”.
No cóż hasło, jak hasło. Mnie kojarzy się z czymś niezwykle dramatycznym i o jednoznacznym skutku. Continue Reading…

Sie
3

Co by było, gdyby?

Co by było, gdyby?

Konsekwencja, z jaką Radna – Kandydatka wykuwa marketingowym młoteczkiem swój mit Jedynej i Właściwej Osoby do obsadzenia najważniejszego stolca magistrackiego mogłaby budzić podziw. Gdy nie owe intencje. Dobrymi podobno wybrukowana jest tylko droga do piekła. A że Radna – Kandydatka chyba nie należy do osób z kręgu Opus Dei, to i jej współrzędne celu są aż zbyt jasne. Na szczęście ma „swoją” Świątynię Konsumeryzmu i dzięki temu nie musi głowić się, co to wymyśleć, by ludność zauważyła tę jej akuratność i ważność.
Bo gdyby np. nadal zajmowała się marketingiem pobliskich sanatoriów był by lipa lub fotel wójta, ewentualnie burmistrza Szczawna Zdroju, czy innej Jedliny. Ani zaśpiewać czegoś patriotycznego, ani nauczyć dziatwę matematyki, nie wspominając już upichconej z panią Alą, słynnej sałatce za piętnaście zetów. Po raz kolejny okazało się, że Radna – Kandydatka to dziecię szczęścia, urodzone nie tylko na Pomorzu, ale i w czepcu. Może kaszubskim. Świdnicka Świątynia Konsumeryzmu spadła jej jak z nieba. O ile Niebo może mieć na imię Leszek. Na niewiele się zdały podobno srogie miny kapitalistów – właścicieli na owe praktyki PR-owskie Radnej – Kandydatki. Robi, co jej serce, rozum, intuicja i okazja podpowie. A że kobieta jest zdeterminowana na max i to nie tylko łaskotkami Leszka, (co to wie, jak, ale nigdy nie może skończyć) oraz Mareczka D. z pobliskiej Wierzbnej, to pewnie niedługo nie omieszka skorzystać z okazji i podczas kupowania słynnej kiełbasy czosnkowej, czy chińskich gatek usłyszą Świdniczanie ogniste rytmy folkloru południowo-amerykańskiego, czy rzewne śpiewy alikwotowe prosto z nad Ułan Bator. No cóż okazja kreuje marketing. Nawet polityczny. Jak to dobrze, miło i bezpiecznie, że w mojej głowie siedzą tylko problemy z urodzajem ogórkowo -patisonowym.

Sie
0

Badanie lekarskie obowiązkowe

Badanie lekarskie obowiązkowe

Moje zadziwienie rodzące się z obserwacji ludzi chyba nigdy nie będzie miało końca. Taki to już urok życia. Czasami tzw. kompletne oszołomy, początkowo odrzucani poza krąg zainteresowania, cywilizują się i jest nadzieje, że ich teorie otrą się o nasz system wartości. Wówczas jest dobrze. No, może poprawnie. Ale często coś, co od początku pachnie „idiotyzmem”, niestety zostaje tym do końca. Wówczas przypomina mi się sztandarowa historia z ukochanych „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka”. Ta o komisji lekarskiej, przed którą musiał stanąć bohater powieści Jarosława Haszka, by określić jego poziomu zidiocenia. Continue Reading…

Aktualna strona 1 z 1