Tydzień przedwigilijny zacząłem w moim rodzinnym grodzie. Oczywiście od wypicia ostatniej kawy w G44. I pewnie byłaby to smakowita i kontemplacyjna latte, gdyby nie dokuczliwy pomruk maszynerii napędzającej jakiś świąteczny koszmar pt. świdnicka szopka. W zasadzie opisując to zjawiskowe „coś” chyba należało użyć określenia Szopa Wazeliny. Przykład podlizywania się urzędnikom bez względu na to, kto trzyma ster. Tak to już jest w tych relacjach magistrat – podległe mu instytucje. Zapomina się o smaku i wrażliwości estetycznej. Jakieś urzędowe postacie koszmarki, a między nimi cudaczne fota radnych miejskich w anielskich dekoracjach. Obciach i siara na całego, jak mawiają dzieciaki na mojej dzielni. Aż chciałoby się zawyć – dawać autora tej wazeliny! Continue Reading…