A dzisiaj wszystko mógłby „załatwić” w moim imieniu pan Wojciech M. Pisałem tak cztery lata temu i od rana powtarzam. I to nie dlatego, żem leniwy, czy brakuje mi natchnienia. Po prostu stworzył tak genialny hymn na Jej cześć, że wszystko co dzisiaj bym napisał trąciłoby banałem. Choć czy miłość do mamy jest banałem? Raczej czymś tak naturalnym, jak słońce na niebie i poranne jazgotanie ptaków. Ale do brzegu – przymknijcie oczy i przypomnijcie sobie, jako ja to robię, tę wzruszającą pieśń Wojciecha Młynarskiego. No i przypomnijcie sobie Ją – każdy swoją. Mojej już nie ma wśród żywych, ale wciąż pamiętam Jej głos, zapach, ciepło i miłość, którą mi dała. I niech tak zostanie. Nie tylko dzisiaj. Continue Reading…