Znieczulony i otumaniony przez twórców „dobrej zmiany” jakoś odstawiłem w kąt to, co dzieje się w moim rodzinnym grodzie nad Bystrzycą. Co prawda nie dochodzi tam do „nocnej rewolucji” i przeciętny Świdniczanin może spać spokojnie, ale na tzw. salonach dzieje się, że ho ho. Jak donoszą mi życzliwi szykuje się całkiem spora rewolta w lokalnej Partii Miłości. Lekko „skopana” przez wyborców do tej pory nie zrobiła nic by odzyskać twarz i odpowiednie miejsce. Niby jest w tzw. koalicji i nie jest. Niby funkcjonuje w nowej formule w jednym kole miejskim, a nie trzech, jak do tej pory, ale to wszystko nadal lipa. Te same „leśne dziadki” bez jaj, jak opowiadał mi niedawno młody działacz PO, wytyczają kierunki i cele. Choć dla mnie to zdecydowana przesada, bo ani tam przewodnika z charyzmą, ani świeżego pomysłu na działanie. Continue Reading…