Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci powiedział dawno temu, bo w roku 1794 roku, czołowy ówczesny francuski rewolucjonista Georges Danton. Zwykle rewolucja to szybka i gwałtowna zmiana. I zwykle trzeba wiedzieć, kiedy ją zakończyć. inaczej pożre vel ukatrupi wszystkich jej uczestników. Bo człowiek zawsze chce więcej dla siebie i zawsze dąży do tego celu, nawet po trupach. I tego powinna uczyć nas historia – taki jej „zasmarkany” obowiązek.

I znowu od rana kolejna rocznica sierpnia. Która to już w moim życiu? Dostojna trzydziesta piąta! Pamiętam ten dzień na dworu kolejowym w wielkopolskim Krzyżu. Obskurna świetlica i telewizor, wokół którego ….. ale kogo to dzisiaj obchodzi? Kogo dzisiaj obchodzi pamięć o Jadwidze Kowalskiej, czy Helenie, czy Zdzichu? Pewnie tylko ich najbliższych i nas współuczestników tamtych dni. Cisi bohaterowie, których coraz mniej a pamięć o nich skutecznie przemieliły żarna historii. Każąc szybko zapomnieć, co im zawdzięczamy. Chociażby tak drobną rzecz, jak fakt, że to dzisiaj nie my z walizkami forsujemy granice do lepszego życia i wolności.
To im styropian nie zastąpił wrażliwości, uczciwości i wierności ideałom. Dla nich Polska był jedna. To oczywiste, że zostali pożarci przez rewolucję i dzisiaj z goryczą patrzą – ci, co jeszcze żyją, choćby Jacek Sługocki – jak niewiele pozostało z ideałów, o które walczyli.
Niby zgodne to za teorią dziejów, a jednak budzi bunt. Bo chciałoby się, żeby to, co było tak ważne i ekscytujące dla nas, było takim samym dla współczesnych. A przecież nie może być. Chciałoby się tylko żeby wyciągać wnioski i nie roztrwaniać historycznej nauki. Niech młode pokolenie nie pamięta, co to było Radio Wolna Europa, kim był Jacek Kaczmarski i ile trwał stan wojenny. Ale niech nie zapomina, po co to wszystko się stało i że stali za tym konkretni ludzie.
Ludzie, którym nigdy styropian nie „uderzył” do głowy.

Comments

comments