Moje zadziwienie rodzące się z obserwacji ludzi chyba nigdy nie będzie miało końca. Taki to już urok życia. Czasami tzw. kompletne oszołomy, początkowo odrzucani poza krąg zainteresowania, cywilizują się i jest nadzieje, że ich teorie otrą się o nasz system wartości. Wówczas jest dobrze. No, może poprawnie. Ale często coś, co od początku pachnie „idiotyzmem”, niestety zostaje tym do końca. Wówczas przypomina mi się sztandarowa historia z ukochanych „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka”. Ta o komisji lekarskiej, przed którą musiał stanąć bohater powieści Jarosława Haszka, by określić jego poziomu zidiocenia.
A było to tak:
„Panowie ci reprezentowali trzy różne szkoły psychiatryczne i różne poglądy naukowe. Jeśli pomimo to w przypadku Szwejka doszło do całkowitej zgody między trzema przeciwnymi sobie obozami, to da się to objaśnić jedynie oszałamiającym wrażeniem, jakie na całej komisji wywarł Szwejk, gdy wszedłszy do sali, w której miał być badany jego stan umysłowy, i ujrzawszy na ścianie obraz austriackiego monarchy, zawołał:
– Panowie, niech żyje cesarz Franciszek Józef I!
Sprawa była zupełnie jasna. Spontaniczna manifestacja Szwejka usuwała cały szereg kwestii, pozostawiając tylko niektóre najważniejsze pytania – odpowiedź na nie miała potwierdzić pierwotny sąd o Szwejku w oparciu o system doktora psychiatrii Kallersona, doktora Heverocha i Anglika Welkinga.
– Czy radium jest cięższe od ołowiu?
– Ja go, proszę panów, nie ważyłem – odpowiedział Szwejk ze swoim miłym
uśmiechem.
– Czy wierzysz pan w koniec świata?
– Naprzód musiałbym ten koniec zobaczyć – niedbale odpowiedział Szwejk. – Ale z pewnością jeszcze nie jutro nastąpi.
– Czy potrafiłby pan obliczyć przekrój kuli ziemskiej?
– Nie umiałbym, proszę panów – odpowiedział Szwejk – ale i ja bym panom też mógł zadać zagadkę. Jest dom o trzech piętrach, każde piętro ma osiem okien. Na dachu są dwa dymniki i dwa kominy. Na każdym piętrze mieszkają dwaj lokatorzy. A teraz powiedzcie, panowie, którego roku umarła babka stróża?
Lekarze sądowi spojrzeli po sobie wymownie, niemniej jednak jeden z nich zadał Szwejkowi jeszcze takie pytanie:
– Czy zna pan największą głębię Oceanu Spokojnego?
– Nie znam, proszę panów – brzmiała odpowiedź – ale sądzę, że z pewnością jest większa niż w Wełtawie pod Skałą Vyszehradzką.
Przewodniczący komisji zapytał krótko:
– Wystarczy?
Ale mimo to jeden z członków zadał Szwejkowi jeszcze takie pytanie:
– Ile będzie, gdy dwadzieścia tysięcy osiemset dziewięćdziesiąt siedem pomnożymy przez trzynaście tysięcy osiemset sześćdziesiąt trzy?- Siedemset dwadzieścia dziewięć – odpowiedział Szwejk bez wahania.
– Sądzę, że to zupełnie wystarczy – rzekł przewodniczący komisji, a zwracając się do strażnika rzekł: – Proszę odprowadzić tego oskarżonego na dawne miejsce.
– Dziękuję wam, panowie – grzecznie skłonił się Szwejk. – Mnie to też
zupełnie wystarczy.
Po jego wyjściu kolegium trzech zgodziło się łatwo, że Szwejk jest notoryczny matołek i idiota według wszystkich praw przyrody, wynalezionych przez uczonych psychiatrów.

Przypominam tę historię ku przestrodze wszystkich, którym marzy się władza i już ostrzą sobie zęby na przeróżne fotele magistrackie. W poprzedniej kampanii wyborczej głośno postulowałem, by każdy kandydat poddał się badaniu lekarskiemu. Jego wynikł dawałby gwarancję wyborcą, że nie głosują na idiotę. A tak bywa różnie. Nie zawsze wystarczy intuicja i zdrowy rozsądek. Później może być już „pozamiatane”.

Comments

comments