Jeśli prawdą jest, że dzisiaj obchodzimy Dzień Bez Biustonosza, to wszyscy posiadacze ponadnormatywnych kształtów mają się, z czego cieszyć. To tak na marginesie. W zupełnym oderwaniu od aury, która nas nie rozpieszcza. I oczywiście święta, przypadającego na ten dzień. Bo, jak sięgam pamięcią każde BC pełne było słońca i zieleni. Zieleni nie brakuje, ale ze słońce nieco gorzej. Kilka lat temu zaliczyliśmy ten wyjątkowy czwartek w Kazimierzu nad Wisłą. Wybraliśmy się tam przed głównym sezonem turystycznym, bo jesteśmy z moją NŻ, zdecydowanymi orędownikami nieśpiesznego poznawania naszego kraju. Bez tłoku i nerwowego poganiania się. Tak też było wówczas. Wyluzowani i zrelaksowani do tego stopnia, że omal nie przegapiliśmy tamtejszej procesji, której byliśmy wyjątkowo ciekawi. W ostatniej chwili, dzięki temu, że mieszkaliśmy jakieś 200 metrów od kazimierzowskiej Fary, „załapaliśmy się” na ostatnią stację procesji i wejście do kościoła. A było, co podziwiać. Do dzisiaj mamy przed oczyma słynny Rynek pełen rozmodlonych ludzi i …strażaków tamtejszych, którzy przewodzili całej uroczystości. Cóż to był za widok!

Comments

comments