Castingi na przyszłego prezydenta miasta idą jak przysłowiowa krew z nosa. Co prawda najważniejsi już od dawna zapowiadali, kto od nich będzie startował (Murdzek ponownie ze Wspólnoty Samorządowej i Szczygieł z PO), ale inni jak Lewica i PiS kręcą się wokół swojego ogona. Może brakuje im odważnych, a może robienie zamieszania to element tzw. strategii wyborczej. U tych drugich gdzieś około 9 sierpnia zrobiono coś na kształt prawyborów. Coś chyba było nie tak z wynikiem, bo trzeba było prawie miesiąca policzyć głosy oddane na pięćdziesięciu kartkach. Niezbyt dobrze to wróży przyszłemu „Pis-prezydentowi”. Tajemnicze kartki podobno zdeponowała w swoim świebodzickim mateczniku sama Posłanka Z. Zabezpieczyła i broni dzielnie dostępu do informacji tym, którzy by chcieli wcześniej wiedzieć, kogo namaściła pragmatyczna Pięćdziesiątka. Jak wieść gminna niosła w grę wchodziły dwie, a nawet trzy kandydatury. Jedna znamienitsza od drugiej. Dwóch, wysoko postawionych i bezkompromisowych samorządowców ze świdnickiej rady miejskiej – Mariusza B. i Krzysztofa L. Podobno był lub była i trzecia Osoba. Na lokalnej giełdzie spekulowano, że w grę może wchodzić nawet sama najwyższa Posłanka. Toż nie od dzisiaj wiadomo, że to Ona wreszcie rozdaje karty i wara do nich innym. To się nazywa demokracja i transparentność. Tylko pozazdrościć. Ale jak mawiają mądrzy ludzie, – „Z kim przystajesz, takim się stajesz”. Mimo dość zabawnej otoczki tajemniczości już piętnaście minut od zamknięciu kartek w poselskiej cukierniczce niemal wszyscy szeptali, że ten wybrany to – Najprzystojniejszy z Przystojnych, Najskromniejszy ze skromnych, dawniej zapiekły wróg telefonii komórkowej, związkowiec z krwi i kości – Mariusz B. No i w pierwszy piątek września słowo stało się Mariuszem. To ów będzie stawał w wymarzone od lat szranki. Już nie będzie się do niego mówić – „Panie Przewodniczący” – nareszcie powiedzą „Panie Prezydencie”. Ależ puściły mi wodze fantazji. Hahahaha….Ale do rzeczy.
Podobno mniej tajemniczo odbywało się namaszczenie kandydata z owej partii na burmistrza Świebodzic. Najpierw ten, którego namaszczono – namaścił się na kandydata na stołek prezydencki w Wałbrzychu. Podobno miał dziadka górnika i często bawił się w pobliżu jakiejś kopalni. Ponadto wybitny samorządowiec, bo tylko tacy reprezentują wspomnianą Partię w tych wyborach sprawdził się w zarządzaniu rodzinnym miasteczkiem Posłanki. W każdym razie najpierw miał być kandydatem stowarzyszenia „21”, ale gdy na jego górze sprawdzono szanse „pomazańca” nastąpiła wolta. Zamiast Ireneusza Z. kandydatem został Patryk W. Były wójt z Kotliny Kłodzkiej, później nieszablonowo działający w zarządzie województwa Platformers, który ostatecznie opuścił Love Partej dla „21”. Nasz bohater pan Z. został, więc na lodzie. Wówczas upomniała się o niego – „ziomalka” Posłanka. Teraz, jak szeptają na Rynku to prawdziwy „Czarny Koń” jesiennych wyborów.

Comments

comments