Chyba już raz zastanawiałem się nad tym przy okazji kampanii wyborczej. Wówczas wnioski nie były wcale pocieszające, tak jak i dzisiaj. Po kilku miesiącach od wyborów nadal jestem zdania, że radni nie są nam do niczego potrzebni. Oczywiście to spore uproszczenie, ale zbytnio nieodbiegające od ostatecznej wersji tezy vel odpowiedzi na pytanie. Z bardzo niewielkimi wyjątkami, mojego jednego ulubionego rajcy o niewysokim wzroście, ale sporej wiedzy merytorycznej, reszta jest po prostu zbiorem statystów. A czym się to przejawia? Choćby ich inicjatywą w zakresie kreowania lokalnego prawa. Czy ktoś z mieszkańców słyszał o projekcie uchwały przygotowanej przez radnego, grupę radnych, czy klub? Ja nie. Może gdzieś w otmętach historii samorządu świdnickiego coś by się znalazło, ale …..z całą pewnością nie jest to codzienność. Grupa młodych radnych z Partii Miłości w kampanii wyborczej „szalejąca” ze swoimi pomysłami na miasto ucichła. Od pewnego czasu usilnie zajmuje się szukaniem miejsca pracy dla swojego miejscowego guru, a także dla samych siebie. Owszem głośno robi się o jednym z nich, ale przy okazji zamieszania w małoistotnej dla rozwoju miasta sprawie. Nadyma się „balon” medialny po to tylko, by zaistnieć i pokazać, – „Jaki to ja jestem ważny, odważny i bezkompromisowy”. No cóż. Każdy może jak orze. Dobrze, gdy orze się na swoim. Kiedy sprawa dotyczy jednak przestrzeni publicznej i pieniędzy podatników to już robi się niesmacznie. Nie mam specjalnych złudzeń, że obecni radni mogliby coś zrewolucjonizować w mieście. Po to by spojrzeć na nie inaczej i z szerszej perspektywy nie można mieć głowy zajętej prywatą, a i horyzont winien być nieco szerszy. A tymczasem jest jak jest. Są i mogę niewiele, bo niewiele potrafią. Może to i dobrze, bo niewiele mogą zepsuć. Na szczęście.

Comments

comments