W ferworze przygotowań świątecznych pewne nowe cudo uszło mojej uwagi. Nie mogę tego traktować w innych kategoriach, bo kawałek przezroczystej materii przy skateparku za ponad 80 tys. złotych musi być nie lada cudem myśli architektonicznej. A może tylko przykładam nieprzemyślanego wydawania pieniędzy podatnika? Bo, jak inaczej można ocenić ową inwestycję. Jak pisała kilka dni temu swidnica24, – „Gdy ponad rok temu do użytku oddawano pierwszy w Świdnicy skatepark, wydawało się, że wybór padł na idealne miejsce. Nad zalewem, z dala od domów, przy niewielkim biurowcu. I właśnie – ku zaskoczeniu wielu okazało się, że w budynku Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych są jednak lokatorzy i mają pełne prawo domagać się ciszy. Trudno jednak prosić, by amatorzy rolek i deskorolek po betonowej płycie jeździli bezszelestnie. Ostatecznie zapadła wiec decyzja o oddzieleniu budynku od skateparku ekranem dźwiękoszczelnym. Dzisiaj inwestycja została ukończona.
Ekran ma powierzchnię 80 m2 i kosztował 80 764 złotych.
Gwoli wyjaśnienia w piętrowym baraczku – biurowcu mieszka w służbówce jedna rodzina. Czy ma prawo do spokoju? Pewnie ma, ale bez histerii. Nie wiem, jakimi analizami hałasu posługiwano się przy opracowywaniu dokumentacji budowy ekrany i czy takowe w ogóle wykonano. Nie wiem także, po jakiego licha ekran wydano tyle pieniędzy. Czy nie można było zrobić go za mniej? A jeśli nie, do dlaczego? Kto podpisał się pod decyzją skutkującą wydaniem aż 80 tys. złotych z kasy gminy? I jeszcze fundamentalne pytanie, które powinno paść przy takiej okazji, – Kto za tym stoi? Czy lokatorzy z owego biurowca – baraczku to tylko rodzina Antka Szwagra Kobity Syna, czy może kogoś równie ważnego? Bo, w to, że są jedynie „upierdliwi” i częstymi wizytami w magistracie załatwili sobie ten cudo-ekran nie wierzę. Nikt zdrowo myślący nie wydałby tylu pieniędzy bez solidnego uzasadnienia. A jeśli stało się inaczej? Może warto to zbadać. I dać po „łapkach” tym, którzy nie szanują podajnikowego grosza. Gdybym ja był na miejscu prezydenta Wojciecha to dodałbym jeszcze kilka stówek i kupił, w innej części miasta mieszkanie, owym wrażliwym lokatorom z biurowca przy skateparku. Jeśli oczywiście spokój i cisza jest tak ważna. Rozwiązałby się problem i miasto zyskałoby nowe mieszkanie. A skoro chodzi o godziwe warunki mieszkania i ciszę, to, co będzie, gdy do magistratu zaczną przychodzić ci wszyscy, który mieszkają przy hałaśliwych szkolnych boiskach? Co będzie, gdy na pierwsze piętro budynku przy Armii Krajowej wdrapią się starzy mieszkańcy Alei Niepodległości, pod których oknami codziennie przetaczają się hałaśliwe ciężarówki? Czy im miasto też zafunduje takie ekranowe cuda? I ile one będą kosztowały kasę miejską? Mam wrażenie, że ostatnio coraz łatwiej wydaje się pieniądze podatnika. Może warto by w magistracie podejść do tego z większym rozsądkiem i refleksją? Bo znudzenie starą władzą, może dość szybko zamienić się we niechęć, a nawet wrogość.

Comments

comments