Sądziłem, że mam ten problem już za sobą. Choć podobno na naukę nigdy nie jest za późno. A moje potomstwo też ma za sobą czas wyboru. Wybrało kilka dobrych lat temu i dzisiaj na własnej skórze sprawdza, co jest ważniejsze – zawód czy dyplom. Bez wątpienia prawdziwa jest teza, że jeśli nie zmienimy podejścia do kształcenia zawodowego, to jeszcze więcej Polaków nie będzie miało pracy. Do 2015 r. przybędzie ok. 2,2 mln absolwentów szkół wyższych i tylko 1,15 mln osób z wykształceniem zawodowym. Efekt? W tych rocznikach na jednego wykwalifikowanego pracownika fizycznego będzie przypadać dwóch kierowników. Nigdzie na świecie taki system się nie sprawdził. Nie wymyśliłem tego sam, a przeczytałem na miarodajnej stronie w Internecie. Co więcej, jak twierdzi pewien profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, autor raportu o wpływie kształcenia na zatrudnienie młodzieży – „ Żeby gospodarka mogła funkcjonować, a firmy się rozwijać, potrzebujemy najwyżej trzech absolwentów studiów na dziesięciu wykwalifikowanych pracowników fizycznych?”
No i bądź tu mądry, kiedy z każdego kąta wyłania się przyszły magister. Na szczęście wielu z nich czuje, że przyszłość nie jest tak różowa, jak kiedyś. Dla tych, którzy wciąż ślepo wierzą, że świat czeka na przyszłych socjologów, prawników, czy dziennikarzy przydałby się zimny prysznic w postaci zmiany systemu edukacji, w którym firmy odpowiadają za praktykę, i zrobić wszystko, by kształcenie zawodowe odzyskało dobre imię. Nie jest odkryciem, że lepszy świetnie wyszkolony tokarz, czy człowiek potrafiący obsłużyć precyzyjną maszynę niż adept wydziału dziennikarstwa niemający pojęcia o tym, co czeka go w zawodzie. Niestety wciąż pokutuje przekonanie, że bez studiów to na 100 procent zmarnujemy sobie życie, bo pracę, prestiż i pieniądze mają głównie ludzie po wyższych uczelniach. Tym, którzy w to wierzą życzę krótkiego sprawdzania tej tezy na swojej skórze, bo zbyt długie może wpędzić ich w depresję.

Comments

comments