Jak donoszą ogólnopolskie media dzisiaj ma być nie tylko gorąco z powodu wysokiej temperatury. W Onet.pl donoszą, że „W Warszawie i we wszystkich miastach wojewódzkich odbędą się dzisiaj manifestacje zorganizowane przez NSZZ „Solidarność”. Według związkowców w sumie w protestach może wziąć udział 100 tysięcy osób. Związkowcy domagają się podniesienia płacy minimalnej do poziomu pięćdziesięciu procent średniej krajowej, zwiększenia liczby osób upoważnionych do korzystania z pomocy społecznej, czasowego obniżenia akcyzy na paliwa i przeznaczenia większych środków na walkę z bezrobociem. W Warszawie spodziewanych jest od dwóch do pięciu tysięcy osób. Będą to między innymi pracownicy: Ursusa, mazowieckich PKSów, Polskiego Holdingu Nieruchomości i Ośrodka Badawczo Rozwojowego Przemysłu Rafineryjnego w Płocku. Związkowcy będą pikietować Ministerstwo Skarbu Państwa, Ministerstwo Infrastruktury i Urząd Województwa Mazowieckiego. Do akcji przyłączą się związkowcy z Krakowa. Pod Wawelem będzie około tysiąca protestujących. Związkowcy przejdą z Placu Matejki pod Urząd Wojewódzki, gdzie na ręce wojewody złożą petycję do premiera. Ponad tysiąc związkowców z Solidarności ma wziąć udział w manifestacji przed Urzędem Wojewódzkim w Łodzi. Hasło demonstracji, „Polityka wasza – bieda nasza”, nawiązuje do rosnących cen żywności. Protestujący domagają się między innymi podniesienia wynagrodzenia minimalnego, czasowego obniżenia akcyzy na paliwo i podwyższenia świadczeń z pomocy społecznej”.

Problem jest poważny, bo bieda to nie są śmichy-chichy. Mam swoje przemyślenie do organizatorów i ich intencji. Ale coś innego mnie porusza bardziej. Po ostatnich demonstracjach w Hiszpanii usłyszałem, że niezadowolenie południowców to nie tylko problem ekonomiczny, Ba, to nie jest najważniejsze w tym, co się teraz przetacza przez Półwysep Iberyjski. Istotą jest bunt ludzi, którzy nie chcę być traktowani przez tzw. elity przedmiotowo. To, co wcześniej zaczęło się na północy Afryki ogarnia kraje europejskie – Włochy, Grecję, Portugalię, Hiszpanię. I to wydaje mi się niezwykle cenne. Nie demonstrowanie braku zgody na niższe płace (choć to jest równie ważne), ale odbieranie milionom ludzi ich pozycji. A może się mylę? Zobaczymy.

Comments

comments