Wiosna w pełnym rozkwicie i bez żadnych obaw odhaczam „zimnych ogrodników”. No i oczywiście mityczną Zośkę. Roślinność niezagrożona pnie się do góry. Można nawet planować przyszłe zbiory buraków liściastych, topinamburu, czy nawet pomidorów koktajlowych, na które mamy w tym roku wyjątkową ochotę. Nie inaczej dzieje się w majowej miejskiej przestrzeni publicznej. Zapowiedzi imprez przeróżnego kalibru niemal oszołamiają. I to nie zawsze in plus. Bo np. tych, w których tytule jest przewielebny Patron Świdnicy wysypało niczym urokliwego mniszka lekarskiego. Kilka dni temu widzę na okładce poczytnego miejscowego tygodnika dwóch facetów z białym modelem pomnika Patrona. Dzisiaj czytam o programie „Dni Papieskich” i to nie jednodniowym. Sporo tego funduje się społeczeństwu. Ciekawe, czy ktokolwiek pokusił się o sprawdzenie poziomu jego satysfakcji (owego społeczeństwa) i stopnia uczestnictwa we wspomnianych dniach? Ale to tak na marginesie. W końcu realizując hasło „Dla każdego coś…” na maj, a i chyba początek czerwca, zapisano festiwal reżyserii, Kongres Regionów oraz Dni Świdnicy. Sporo. Oj, sporo tego. A tu jeszcze w centrum miasta tyle do zrobienia. Ostatnio przechodziłem Franciszkańską, dawniej Frontu Narodowego, i z podziwem obserwowałem tabuny robotników uwijających się przy „Kamiennym Chlewiku”. Sorry, to chyba zbyt kąśliwe określenie dla Skwerku Pamięci i Miłośników Czytelnictwa. Serce radowało się na ten widok. Prawie tak samo, jak na widok remontu przejazdu kolejowego przy Wałbrzyskiej. Nie radowało się natomiast na widok dziur na każdej świdnickiej ulicy. To chyba prawdziwy Armagedon. I to nie tylko dla kierowców.

Comments

comments