Dawno nie brałem na tapetę Jegomościa z Kalna. Chyba pewnie z powodu jego małej atrakcyjności. Choć chłopina dwoi się i troi, by istnieć w tzw. przestrzeni publicznej nie tylko, jako urzędnik średniej klasy, ale i animator sportów senioralnych (biegi ze stulatkiem), czy inne brewerie pijarowskie.
Ale ponownie dał się poznać, jako niezwykle czuły na głosy społeczne „olewając” zdenerwowanego nie tylko Henia Niedźwieckiego, ale i miejscowy wyrzut sumienia, Mariana Dudka. Wszystko za sprawą tablicy – kombatantki, o której pisałem już kilka razy. To ta, na której Szanowna Aluta obiema rękoma akceptuje swój udział w przemianach sierpniowych 1980 roku. Jak zgrabnie to przestawił niejaki Jarek Bukowski na FB nasza „bohaterka” przemian, co to swoją dywersją zeszytowo –naklejkową obaliła juntę generalsko-sekretarską. Oczywiście nie sama, bo i z pobliskim Stanisławem i Wiesławem, nieco dalszym, senatorami RP. Miał to być element kampanii przyszłej euro deputowanej ze Świdnicy, a stał obiektem kpin i negatywnej oceny odpowiedzialnej instytucji państwowej. I mimo takiego obrotu sprawy, Mały Rycerz z Kalna nie przerobił należycie lekcji pokory. Nadal jego ego, wyrasta znacznie wyżej niż ostatnia kępka włosów. Podobno takie typy, tak mają. Pewnie, dlatego z takim entuzjazmem przyjąłem inicjatywę niezłomnego Henryka, który na granitowych tablicach nie musi udowadniać (niczym pani Alutka), że w sierpniu 1980 roku nie wylegiwał się na słońcu. Henryk zawsze szedł pod prąd i nadal jest temu wierny. Znam, go od lat i darzę szacunkiem. I za to, co robił kiedyś. I za to, że potrafi dzisiaj z pokorą przyznać się do porażek osobistych. Trzymam za niego kciuki i z odległego Wrocławia kibicuję niedzielnemu prostowaniu prawd. Heniu! Tak trzymaj!
p.s. Fota pochodzi z portalu doba.pl/.

Comments

comments