W pierwszą rocznicę słynnej konferencji prasowej, nie mniej słynnego kandydata Partii Miłości na prezydenta mojego miasta – Członka Zarządu i emerytowanego ogniomistrza, specjalisty od mapy drogowej powiatu przypomniała mi się pewna historia. Jej bohaterowie to koledzy Ogniomistrza i takoż on sam. Miejsce akcji to dolnośląskie tory kolejowe. Znam je i lubię, bo są świadkiem mojego dojrzewania i pierwszych podróży. Były także uwielbiane przez moje dzieci. Jazda po nich pociągiem z dymiącą lokomotywą była nieprawdopodobnym wydarzeniem. I już wydawało się, że moje wnuki też poznają smak przygody, gdy…Ale po kolei, jak mawiają kolejarze.
Od kilku lat straszy się szefów firm transportowych m.in. cenionego przeze mnie Guliwera, że na trasie Wrocław – Świdnica zacznie lada dzień kursować szybka, marszałkowska „torpeda”, szynobus Kolei Dolnośląskich. Sam pamiętam, że pierwszym terminem, w którym miałem jechać tym cudem myśli marszałkowskiej miał być czerwiec 2006 roku. Mijały kolejne czerwce, kolejnych lat i nic się nie zmieniało. Tory zarastały, małe stacyjki rozsypywały się, ale opowieści rządzącego Marszałka, rodem z miasta Trzebnicy, były coraz bardziej bajkowe. Aż tu kilka dni temu przeczytałem na stronie rynki-kolejowe.pl, że „ Na linii 285 ruch pasażerski na odcinku Wrocław – Świdnica zawieszono w czerwcu 2000 r. W lutym 2009 r. samorząd rozpoczął działania w celu przejęcia linii. W sierpniu 2009 r. zarząd województwa podjął w tej sprawie uchwałę, a w sierpniu tego roku zakończono podział i wycenę działek, na których ona leży. – Czekamy na odpowiednią uchwałę zarządu PKP PLK – mówił Łapiński.” Słowa te padły podczas konferencji Railway Market Forum. Tam właśnie pryncypał naszego Ogniomistrza Szczygła opowiadał historyjki o dolnośląskim sukcesie kolejowym made in Urząd Marszałkowski. Pan Marszałek powiedział tam także, że „Jesteśmy awangardą wśród województw, ale nie żałujemy decyzji o przejęciu linii i utworzeniu Kolei Dolnośląskich. Bardzo chcielibyśmy, aby linie o znaczeniu lokalnym nie były zamykane, ale jeśli tak by się działo, to jesteśmy zwolennikami ich przejmowania przez samorządy”.
Tymczasem po dwóch, a może trzech kolejnych prezesach spółki Koleje Dolnośląskie jej szefem została Pani, która wcześniej pracując w PKP, wyspecjalizowała się w zamykaniu lokalnych tras i wyciąganiu pieniędzy z samorządów dla kolejowego molocha. To ona jest dzisiaj wykonawcą jedynie słusznej linii rozwoju lokalnego transportu kolejowego. Według potwierdzonych informacji poprzednikowi Ogniomistrza Szczygła przejęcie dwóch linii zajęło kilka miesięcy. Natomiast jemu przejmowanie jednej linii zajmuje już prawie dwa i pół roku. Historia przejmowania linii to oczywista „kiełbasa wyborcza”, grillowana przy każdej nadającej się okazji. Można ją nawet nazwać „Niekończącą się opowieścią, czyli przejmowaniem linii 285”. Natomiast o „sprawności” realizowanych pod nadzorem Ogniomistrza, Członka Zarządu przejęć linii kolejowych świadczyć może najlepiej niedokończenie dotychczasowych inwestycji na linii Wrocław – Trzebnica. Są tam takie przejazdy, gdzie jak 100 lat temu na ciuchci wąskotorowej konduktor zatrzymuje ruch uliczny, by mógł przejechać szynobus. Natomiast warte kilka milionów złotych urządzenia sygnalizacji przejazdowej stoją zapakowane i nieużywane w krzakach.
A równe 7 dni temu nasz ognioMistrz grzmiał na sławnej już konferencji prasowej „- Stojąc na straży grosza publicznego nie zgadzamy się…..” I my też się nie zgadzamy, by robił Pan z nas idiotów. Świdniczanie mówią głośne „Nie!!!”.

Comments

comments