Sporo miejsca w moich zapiskach poświęcałem niezwykłym „dokonaniom” członków z ramienia Partii Miłości i ich nietuzinkowego kandydata na prezydenta Świdnicy.
Czułem już przesyt tej reklamy i na jakiś czas odpuściłem, ale życie niestety stawia przed Tetrykiem wciąż nowe wyzwania. A, że ich bohaterem jest poczciwy Ogniomistrz, to trudno – ostrzę pióro i odkrywam nowe Jego, Ogniomistrza oblicze. Chyba przesadziłem z lekka. Nowe i stare zarazem – tak będzie dobrze. Wspominałem, że nasz bohater i pupil posła, co to nie chce robić za kozła ofiarnego, od czasu do czasu strzela nie nabijając. To „klapnie” gdzieś , pewnie bezwiednie, że w październiku i listopadzie urząd marszałkowski przejmie od PKP linię kolejową Wrocław – Świdnica. Po kilku tygodniach, jakby zapominając, co powiedział, twierdzi oficjalnie, że będzie to „na bank” już do lutego przyszłego roku. Ręce opadają, ale nadal nie jestem pozbawiony nadziei, że kiedyś, parafrazując przebój Pani Marylki, „wsiądę do szynobusu marszałkowskiego”. Ostatecznie wersję przejmowania linii i uruchamiania mam przerobioną w jednym palcu, od co najmniej 4 lat. Zawsze ci sami ludzie sprzedają mi te same „kity”. Można się do nich przyzwyczaić i traktować, jak swoje.
Niestety, w ostatni piątek, 5 listopada przeczytałem na stronie internetowej urzędu marszałkowskiego komunikat, który do reszty pozbawił mnie złudzeń. Po tym, co tam przeczytałem przestaję od dzisiaj traktować poważnie to, co mówi zarząd i całe kierownictwo naczelnej instytucji wojewódzkiej. Nie mogę inaczej.
Poszło o przetarg na – „Świadczenie usług publicznych w zakresie organizowania, dotowania i wykonywania regionalnych kolejowych przewozów pasażerskich w województwie dolnośląskim w terminie od dnia 1 stycznia 2011 r. do dnia 31 października 2014 r., w tym okres wykonywania przewozów od dnia 1 stycznia 2011 r. do dnia 14 grudnia 2013 r.”
To fundamentalny dokument , na podstawie którego tworzy się rozkłady jazdy i ,mówiąc prościej, przewozi pasażerów po naszych, dolnośląskich torach. W całej Europie przewozy pasażerskie są nierentowne (abstrahując od przyczyn). Do tych usług dopłacają samorządy. Głównie regiony, które są tzw. organizatorem pasażerskiego transportu publicznego. Aby usługi były w miarę możliwości najtańsze i najlepiej przygotowane organizacyjnie z kilkunastomiesięcznym wyprzedzeniem organizuje się przetargi na świadczenie usług dofinansowanych z publicznych środków. Jeżeli przewoźnik nie ma zagwarantowanych 100 % pokrycia kosztów świadczonych usług przychodami, to w praktyce nie powinien tych przewozów wykonywać lub ograniczyć ich zakres. Tak, by maksymalnie ograniczyć ponoszone starty. Na Dolnym Śląsku w praktyce od 1 stycznia 2011 roku całość lub większość pociągów firmy Przewozy Regionalne może zostać zlikwidowana. W rezultacie około 1000 osób ,zwłaszcza kiepsko zarabiających kolejarzy, może stracić pracę. By rozwiązać ten problem kilka milionów osób będzie musiało skorzystać z transportu drogowego. A to już tylko krok do modelu transportu osobowego preferowanego w krajach niespecjalnie rozwiniętych. Efekt jest znany i nie tak dawno sprawdzony na w łódzkim – kilka trupów więcej, (dzięki czemu strażacy będą mieli więcej pracy). To czarny scenariusz, ale prawdopodobny znając zaistniałe fakty. Unieważniono przetarg, bo jacyś urzędnicy nie oszacowali prawidłowo ile ma ta „zabawa” kosztować województwo. Tacy są kompetentni, jak ich szef lub działają na szkodę transportu publicznego. W zeszłym roku doprowadzili do ograniczenia przewozów o 30 %. Z tej prostej przyczyny powinni odpowiednio powiększyć dotację! W dokumentach przetargowych jednak wyliczyli, że na koszty przewozów pasażerskich w województwie wystarczy około 217 mln zł. Niestety podana kwota była o 150 mln złotych, czyli 40 % niższą od faktycznej. Ktoś odpowiedzialny w zarządzie województwa to podpisał i poszło w świat. Tym kimś nie mógł być nikt inny, jak tylko POCZCIWY OGNIMISTRZ, który wszem i wobec deklaruje swoją odpowiedzialność za wojewódzkie kolejnictwo. Pomyłka czy dowód amatorszczyzny? Nie mnie oceniać. Czytelniku dokonaj tego sam. Doprowadzono do 30% spadku przewozów pasażerów przez dolnośląskie koleje.
Na rozkaz Grzecha Obecnego Marszałka i posła za i odwieszającego się podpisano tzw. usamorządowienie lokalnej kolei. Czyli za frajer samorząd województwa obarczono własnością zadłużonej spółki Przewozy Regionalne. W praktyce oznacza to, że samorząd województwa płaci nie tylko za przewozy, ale za strukturalną niewydolność grupy PKP.
Ale prawdziwym przerażaniem napawa skala pomyłki – 40%. To nie jest pomyłka, lecz
kompromitacja. By ocenić jej skalę wystarczy wyobrazić sobie, że to tak jakby uchwalać budżet miasta na 100 mln zł, wiedząc, że przychody wynoszą jedynie 60 mln. Tego już nie można spokojnie komentować.
Dalszy przebieg zdarzeń wyglądał następująco: zgłosił się jeden oferent, który podał kwotę 372 mln złotych, jako tą odpowiednią za wykonanie usług przewozowych. Różnica była kolosalna. „Marszałkowscy” unieważnili przetarg. I nie widomo, kiedy ogłoszą kolejny. Bo muszą. Jeśli tego nie zrobią to od 1 stycznie na dolnośląskich torach i nasypach będę mogły spokojnie paść się kozy lub owieczki kameruńskie. Wszystko powinno mieć finał do 11 listopada br. inaczej nie dotrzyma się obowiązkowych terminów do „zaklepania”, choćby rozkładów jazdy. Nie mówiąc o innych poważniejszych skutkach. Uruchamia się zamknięte koło upadku kolei. Przewoźnik nie ma umowy – obniża zakres i zasięg usług – zmniejsza się liczba pasażerów – ubytek pasażerów musi być rekompensowany wzrostem wielkości dotacji…. i tak w kółko. Dotacje rośnie a pasażerów ubywa i to nie z winy kolejarzy, lecz urzędniczych miernot. Na końcu tej drogi są zdewastowane dworce i zarośnięte tory.
Tak właśnie wygląda rzeczywistość kreowana przez polityczków z Partii Miłości, którzy chcą bardzo wziąć w swoje ręce rządy w moim mieście. Myślę, że byłby to niezbyt mądry eksperyment. Na szczęście nie ja jeden ma szeroko otwarte oczy i potrafię odróżnić amatorów władzy od władzy amatorów!

Comments

comments