Miałem zakończyć tegoroczne pisanie jakimś podsumowaniem. Jednak zrezygnowałem. Niewiele to daje. A dzielenie rzeczy na ważne i mało istotne w moim wieku jest stratą czasu. Ważne zaczyna się do porannego otwarcia oczu i konstatacji, że nadal cieszę się życiem. To wystarczy!

Prócz mojej radości trwaniem jest jeszcze cała masa codziennych drobiazgów. Zacznę od tego, że rok temu wpadłem na „genialny” pomysł likwidacji rady miejskiej. Tej naszej świdnickiej. No, bo skoro ówczesna władza wpadał na pomysł budżetu partycypacyjnego, który miał realizować marzenia mieszkańców, to, po co trzymać „radnych – bezradnych”, którzy nie potrafili skutecznie artykułować oczekiwań swoich wyborców?
Przecież nim ktoś wymyślił ten wynalazek demokracji, niemal bezpośredniej, radni mogli wstępować z inicjatywą uchwałodawczą i walczyć, np. o plac zabaw, siłkę, czy kawałem chodnika lub kilka latarni na swoim osiedlu. Mogli, ale nie potrafili? A może po prostu byli leniwi i już?
Dlatego rok temu postulowałem „eksmisję” rady i zaoszczędzenie w budżecie niemal czterech milionów złotych na coś pożytecznego. Tak było rak temu. A dzisiaj? Niewiele się zmieniło.
Przyszło nowe i co…. Ano nic. Po za tym, że już od pierwszej sesji pan „kierownik” rady nie potrafi wbić się w swój urzędowy garnitur. Jak nie przekręca nazwiska, to zapomina o liczeniu głosów, tudzież innych proceduralnych standardach. Ale może w końcu dojdzie do momentu, w którym poczuje się tak swobodnie, jak przy czytaniu bajek o nietoperzu w miejscowej, tvts? Zanim jednak tego doczekamy już dowiedzieliśmy się, że „kierownik” bardzo wysoko ceni Nową Władze. Bez owijania w bawełnę ten kredyt zaufania kierownik rady miejskiej oszacował na 12 tysięcy 340 złotych na miesiąc. Przyznam, że to dość ryzykowne posunięcie i świadczące o…. Właśnie, o czym? Chyba tylko o wyjątkowej czołobitności względem Najwyższej Panującej.
Któż w cywilizowanym świecie widział takie rzeczy, by już na wstępie dać Władzy wszystko, co możliwie wg zapisów ustawowych? Ja nie.
Zazwyczaj najpierw sprawdza się, co Nowe jest warte. Czy wywiązuje się z tego, co obiecało? Czy jest rzeczywistym dobrym następcą starego? A na to trzeba czasu. Wygląda jednak na to, że pan przewodniczący rady i cała nowa rada, które nie dyskutowała o tej propozycji jest jasnowidzem i już po kilku dniach rządów posiadał wiedzę, że Najważniejsze Dama Magistratu zasługuje na maksymalną wysokość pensji. I bez chwili wahania „wywalił” lekką rączką z budżetu miasta 12 tys. brutto. Co miesiąc. Lekką, bo to przecież nie pieniądze z jego portfela. A te, jak wskazuje praktyka wydaje się bez chwili refleksji.
Bo refleksja, to dość skomplikowany proces myślowy obcy wielu zasiadającym na sesyjnej sali w magistracie. Stąd ponownie, na zakończenie tego roku, wnoszę o likwidację rady, jako instytucjo zupełnie zbędnej. Może niech zostanie sam jej „kierownik”, bo podobno bardzo mu się ta nowa rola spodobała.

Comments

comments