Zawsze powtarzano mi, że Świdnica to miasto tradycji. Na niej buduje się dzisiejszą tożsamość czy ktoś chce, czy nie chce. A tu nagle dowiaduję się, że pojawienie w krajobrazie pierwsze „Świątyni Konsumeryzmu” staje się momentem epokowym dla miasta. Wokół tego, „wydarzenia” robi się tyle tzw. halo, że ręce opadają. I o zgrozo ktoś, wpada na iście „szatański” pomysł by projekcje tegorocznego Festiwalu Reżyserii Filmowej (jedynego) podobno znaczącego wydarzenie kulturalnego tej rangi przenieść do galeryjnego multipleksu. Tak, jakby dotychczasowe miejsce, w którym odbywał się festiwal, teatr miejski w Rynku by mało nowoczesny, reprezentacyjny, czy jeszcze coś. Zaskoczyła mnie ta informacja i chyba zdumiała. Ma do „świątyń konsumeryzmu” stosunek zdecydowanie krytyczny. Ale skoro są to niech spełniają rolę większego i droższego bazaru i … koniec! Ale nadajmy tym miejscom wyjątkowej roli, poza tą handlową. Kultura zawsze potrzebował odpowiedniej oprawy i nastroju. A ten, w którym zapach spalonego popcornu i plastikowych kubków po Coca – coli jest tak charakterystyczny, że aż żenujący i passe. Montowanie w ten „krajobraz” sztuki filmowej i jej twórców trąci prowincjonalnym zachwytem dla taniego blichtru. To, że w nieodległym Wrocławiu część seansów Festiwalu Era Nowe Horyzonty odbywa się w salach kin sieciowych podyktowane jest tylko i wyłącznie olbrzymią liczbą uczestników i ilością prezentowanych filmów. U nas impreza ma charakter wyłącznie kameralny i może cieszmy się z tego. Sala teatru miejskiego moim zdaniem idealnie nadaje się na tego typu spotkania, a i jakość zaplecza technicznego nie budzi zastrzeżeń. Na koniec chciałoby się krzyknąć za klasykiem propagandowym – „Ręce precz od festiwalu i „Dzika”!

Comments

comments