Można być światowcem za ciężkie pieniądze i mieć łeb zabity dechami, jak najbardziej zacofana wiocha – z całym szacunkiem dla wsi! Tak to bywa, bo podobno ludzie są tylko ludźmi, podatnymi na słabości i ułomności. Przyglądam się emocjom, jakie wylewają się przy okazji nadania nazwy kolejnemu odcinkowi drogi, czy ronda i nijak nie mogę wyjść z podziwu – Jak Im się chcę zajmować takimi pierdołami? W żaden sposób nie mogę tego zrozumieć. Licytowanie się o to, czy ma to być rondo jakieś sportowca, bohatera, czy wydarzenia przypomina mi zawody kilka pięter wyżej o to, kto jest lepszym Polakiem. Paranoja i chyba prowincjonalizm z wielu wyrasta. Bo, ów prowincjonalizm to nie miejsce zamieszkania, a stan ducha. I właśnie objawia się takimi zachowaniami. Nie zamierzam opowiadać się po niczyjej stronie, a jedynie wspomnę o nowojorskim sposobie określania ulic przy pomocy numerów. I jeśli będzie mi wolno coś zaproponować to idę dalej i wnoszę, by to nazwane rondo mianować liczbę „77”. Jest podobno szczęśliwa i żaden radny jej się nie przyczepi, że za mało patriotyczna, czy laicka.

Comments

comments