Przez ostatni czas starałem się nie zajmować tym, co wyprawia się w moim mieście. Pewnie dlatego, że było to skromne „wprawianie”. Nie „wyprawiało się” nic, co mogłoby przykuć moją uwagę. Napuszonymi oracjami starałem się nie zajmować. Przy ich mnogości bywało z tym jak z przysłowiową „Polską w ruinie”. Niestety zalatywało to nudną i … jałow©em. Jakoś dotrwałem do grudnia. Choć globalna, krajowa zawierucha „dobrej zmiany” to dopiero jest problem. Mam nadzieję, że nie doczekamy chwili, gdy na górze powstanie Główny Urząd Bezpieczeństwa Internetu. Bo wtedy zostanie nam tylko najbliższy las.

Zatem póki co spróbuję sporządzić jakieś podsumowanie. Szczególnie, że zostałem natchniony wywiadem z JWW (Jaśnie Wielmożna Wadza), zamieszczonym na portalu lokalnej TV. Dotrwałem z uwagą do końca i przyznam szczerze, z trudem zamknąłem „rozdziawioną” paszczękę po zalewie zdziwienia, jakie zaliczyłem. Mogło być ono równe temu, gdy usłyszałem, jak to niejaki Piotrowicz Stanisław z „nowej większości”, za Peerelu będąc partyjnym prokuratorem, „robił” za Konrada Wallenroda. Cóż, jak mawiają za Bugiem, „nauka radziecka zna podobne przypadki” i to niekoniecznie psychiatryczne.
Zdziwiło mnie zatem, że świdnicka JWW w połowie grudnia nie zna szczegółowych liczb dotyczących budżetu. Nie wie, czym będzie w przyszłym roku dysponowała? Dziwne to i jakieś nieprawdopodobne, bo już dwa tygodnie temu w sąsiednim Dzierżoniowie opracowywano wstępne założenia budżetowe. Może w Świdnicy nie znają pojęcia „danych szacunkowych”? A może po prostu łatwiej jest zaciągnąć kredyt na dziesięć baniek i żyć z dnia na dzień? Zgodnie z zasadą „jakoś to będzie”.
Zdziwiło mnie jeszcze, że najważniejszą inwestycją nadchodzącego roku, a podobno nawet kadencji, ma być w mieście remontowane boisko sportowe czy kompleks sportowy. Zrobienie porządku ze starym basenem to rozumiem. Boć lud w lecie masowo z niego korzysta. Ale jeśli miałaby to być jedynie kosmetyka, to nic bardziej bezsensownego. Świdniczanom, jak psu kość, należy się Aquapark z prawdziwego zdarzenia. Może nie z wieżą do nurkowania, ale miejsce do kąpieli w zimie i lecie. I jeśli JWW chce coś sensowego po sobie zostawić, niech to zbuduje. Niespecjalnie perspektywiczne wydaje mi się natomiast wydawanie pieniędzy podatników na wymianę krzesełek na sąsiednim boisku i temu podobne zabiegi estetyczne. Obiekt, który co którąś niedzielę przyciąga kilkaset osób żądnych obejrzenia zmagań czwartoligowych piłkarzy, to nie podstawowa potrzeba tego miasta. Choć podobno każda władza, nawet lokalna, wie najlepiej, co potrzebuję jej „poddani”. Wystarczyło przypomnieć sobie te nieprzebrane tłumy „walące” na przedbieg kongresu turystycznego, czy inne „podmienione” w tym roku imprezy. Jedno po upływie tego roku jest pewne. Miasto, jak stało nad Bystrzycą, tak stoi. Wieża Ratuszowa, mimo że postawił ją nielubiany Waldek, nie została rozebrana. I chwała zatem Najwyższemu!
I jeszcze jedno. Po staremu urzędnicy zawłaszczyli ideę budżetu obywatelskiego. Jak czytam, że owszem, mieszkańcy będą mogli zgłaszać swoje projekty, ale będą one oceniane przez wszystko wiedzących z magistratu, to zaraz przypomina się głoszona przez rok teza, że „plaża nad Bystrzycą nie może być na terenie zalewowym”. Czyli wszechwiedzący magistrat niczego nie nauczył się i słucha obywatela tylko w swoich złotoustych deklaracjach. Czyli zmiana wcale nie był dobra. Jak zwykle.

Comments

comments