Czy musimy kochać swoją władzę? Pewnie nie tak, jak matkę, czy ojca, ani żonę, ewentualnie męża. W zasadzie nie powinniśmy jej kochać.Jedynie szanować, wspierać, kontrolować i ciągle przypominać – skąd pochodzi i od czego jest powołana! Często o tym zapominamy nadając naszemu stosunkowi do niej (owej władzy), jakiś dziwny charakter, o korzeniach średniowiecznych. I chyba nie jest to tylko nasza, obywateli zasługa, ale i wirus, który ową „władzę” drąży. Skąd dzisiaj takie refleksje?
Zaczęło się oczywiście od niedzielnych wyborów. Zadzwoniła do mnie moje serdeczna przyjaciółka Ania i opowiedziała, jak to uniemożliwiono jej spełnienie obywatelskiego obowiązku, przez zagłosowanie na swojego kandydata do Brukseli. Jako mieszkanka jednej z ulic przy Parku Centralnym, od niepamiętnych czasów głosował w lokalu szkoły przy placu Wojska Polskiego. Tak było od niemal półwieku. Niestety w tym roku, nie, kto inny, jak wspomniana miejska władza, tak „urozmaiciła” jej akt wyborczy, że głosowanie okazało się lipą. Lokal owszem był na swoim miejscu, ale ze spisu ulic, które obsługiwała komisja skreślono jej ulicę i sąsiednią Rycerską. A gdzie jej przeniesiono? Ano na Kraszowice, do biblioteki. Co miała robić moje miła koleżanka około godziny 20, gdy „szydło wyszło z worka”? Skląć Murdzka, Pałaca i wszystkich, którym powierzyła zarządzanie miastem cztery lata temu i przyrzec sobie, że jak ją traktuje się per noga, to i ona odpłaci się tym samym władającym magistratem. A już niedługo, bo jesienią, będzie miała skuteczną okazję. Podobne przyrzeczenie, jakiś czas temu, złożyła inna moja znajoma, którą „wystrychnięto na dudka” niemal w majestacie prawa. Póki, co nie będę wchodził w szczegóły. Czy takie informacje dochodzące do mnie dobrze wpływają na wizerunek świdnickiej władzy? Zdecydowanie nie! Bo jeśli nie szanuje się obywateli – mieszkańców – wyborców, to jesienne wybory do samorządu mogą stać się przysłowiowym kubłem zimnej wody. I to bez względu na to, że podobno „nie ma innej alternatywy, jak WS”, czy uciułane 1200 głosów w urnach to za mało by pokonać Murdzka. Ano okaże się, czy za mało i czy nie ma alternatywy. Póki dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie – jak mawiają mądrzy ludzie.
P.S. Foto pochodzi z portalu swidnica24.pl/

Comments

comments