Kiedy, jak sam się przyznawał do tego, spał z legitymacją społecznego asystenta Posła Wielokrotnie Zawieszanego i Odwieszanego Zbigniewa Ch. wciśniętą pod poduszkę nie umiał jeszcze mówić – nie. Z trudem wypowiadał to słowo, także gdy po okresie sprawdzania się w mediach lokalnych zaczął robić karierę na rynku finansowym. Piął się do góry i wielokrotnie wspominał jak jest dobrze oceniany. Przyznam, że nie zazdrościłem mu tej pracy i wysiłku, bo znałem jego pęd do bycia wyżej i wyżej. To chyba naturalne, że młodzi pełni ambicji wytyczają sobie kierunek i prą do celu. Może nawet nie jest ważne, jak to robią, byle nie cierpieli przy tym inni.

W karierze Rafała Z. świdnickiego radnego nie ma nic nadzwyczajnego. To, że wykorzystał moment i kreuje się z siłą tarana to też nic złego. Oczywiście, kiedy poznaje się do tego szczerze. Ale kiedy próbuje ściemniać i udowadniać, że w tym, co robi nie ma grosz koniunkturalizmu, to już lipa. I ja tego nie kupuję. Znam Go i wiem, czego chce. Mam to nawet zapisane w archiwum. Dlatego z lekkim rozbawieniem przeczytałem ostatni materiał Jacka Harłukowicza z wrocławskiej GW o świdnickim samorządowcu, który to powiedział – „Nie” i ma swoje medialne pięć minut. Niech i tak będzie. W końcu przez ostatnie miesiące pracował na to zawzięcie i może to mu się należy.

Comments

comments