A dzisiaj wszystko mógłby „załatwić” w moim imieniu pan Wojciech M. Pisałem tak cztery lata temu i od rana powtarzam. I to nie dlatego, żem leniwy, czy brakuje mi natchnienia. Po prostu stworzył tak genialny hymn na Jej cześć, że wszystko co dzisiaj bym napisał trąciłoby banałem. Choć czy miłość do mamy jest banałem? Raczej czymś tak naturalnym, jak słońce na niebie i poranne jazgotanie ptaków. Ale do brzegu – przymknijcie oczy i przypomnijcie sobie, jako ja to robię, tę wzruszającą pieśń Wojciecha Młynarskiego. No i przypomnijcie sobie Ją – każdy swoją. Mojej już nie ma wśród żywych, ale wciąż pamiętam Jej głos, zapach, ciepło i miłość, którą mi dała. I niech tak zostanie. Nie tylko dzisiaj.

Ona jedna dostrzegała,
W durnym świecie jakiś lad;
Własna piersią dokarmiała,
Oczy mlekiem zalewała.
Wychowała jak umiała,
A gdy wyjrzał juz człek na świat,
Wziął swój los w ręce dwie
I nie w głowie mu było, ze:
Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kat, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.
A tymczasem człeka trawił,
Spać nie dawał mu taki mus,
Żeby sadłem sie nie dławił,
Lecz choć trochę świat poprawił.
Nie raz w trakcie tej zabawy
Świeży na łbie zabolał guz.
Człowiek jadł z okien kit,
Lecz zanucić mu było wstyd:
Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kat, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.
Te porywy, te zapały
Jak świat światem sie kończą tak,
Że się wrabia człek pomału,
W ciepłą żonę, w stół z kryształem
I ze szczęścia ogłupiały
Nie obejrzy sie nawet jak
W becie już ktoś się drze,
Komu nawet nie w głowie ze:
Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kat, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.

Comments

comments