Wyborco! Jeśli kiedykolwiek miałeś poczucie, że byłeś ważny w tej ostatniej zabawie, to przestań się łudzić. Tylko do godziny zamknięcia urny. Tak. Później już zdecydowanie nie. Kto myśli inaczej, jest przykładem naiwnego optymisty.

Udowodniła to późno niedzielna praktyka. O godzinie 20.05 koalicjantem WS była Partia Miłości. A godzinę później był to już tryb przeszły dokonany. Kiedy coraz bardziej realna stawała się porażka Murdzka Wojciecha, na komórkowych łączach było już gorąco. „Sprawdzona” i „wierna” koalicjantka zaczynała pokazywać pośladki. I jak to w życiu często się zdarza… sukces ma wielu ojców, a porażka staje się porzuconą sierotą. Czy można było przewidzieć taki scenariusz? Pewnie tak, bo słynny Jacek z lotniska we Frankfurcie nie mógł sobie pozwolić na utratę kolejnego powiatu. Bo Grzegorz by go po tym już zjadł na przystawkę. Czym prędzej świdnicki laikat z Partii Miłości padł w ramiona zwycięskiej Pani Prezydent-Elekt. Światła w biurze posła Roberta świeciły się do bardzo później nocy. Efekt widać było już następnego dnia podczas sesji rad miejskiej i powiatowej.
Z jednej strony opisywane zachowanie budzi we mnie najzwyklejsza odrazę i niesmak. Choć niesmak to zbyt gładkie określenie. Dałem temu wyraz z prywatnym poście do posła Roberta. Owszem odpisał i może rzucił nieco światła na sprawę. Ale wciąż pozostaje we mnie to poczucie obrzydzenia na słowo „polityka”.
Kiedyś pewien komentator moich postów napisał, że opisuję patologiczne relacje na szczeblach władzy. Chodziło o dzielenie unijnych pieniędzy za pomocą układów i wpływów. A jest zupełnie inaczej i konkursy gwarantują rzetelność podziału. Też bym chciał tak myśleć. Ale polityczne realia są niestety inne. Pełno w nich cynizmu, obłudy, hipokryzji, fałszu i najzwyklejszego zła. Ja tego świata nie lubię i nie akceptuję.
Ale by zakończyć ten dzisiejszy wpis bardziej optymistycznie, na szczęście jest jeszcze normalne życie, w którym ważne jest zaufanie, przyjaźń, pomoc słabszym i poczucie tego, że jesteśmy tu tylko na chwilę. Może przy Adwencie warto o tym pamiętać? Bo to – jak mawiał pewien znajomy ksiądz – czas radosnego oczekiwania, a nie pokuty. I warto w tym czasie pokusić się o odnalezienie sensu życia (choć ono samo w sobie jest sensem) i sensu codziennych wysiłków, dzielenie się własnym doświadczeniem.

Comments

comments