Doświadczenia osobiste bywają różne. Pamiętam idiotyzmy z czasów minionych, które najbarwniej pokazywał w swoich filmach wnikliwy obserwator Bareja Stanisław. I mogłoby się wydawać, iż czasy Aniołów z Alternatywy mamy już za sobą. A jednak … nic bardziej mylnego. Posiadamy w Świdnicy takiego Zielonego Anioła. Przejęty nad wyraz swoją rolą, daje od czasu do czasu okazję do niezłej „polewy”. Ostatnia miała miejsce kilka dni temu. Poszło o start corocznych dni dzika, karpia, kuropatwy, tudzież innych leśnych stworzeń.

Ich organizator, wspomniany Zielony Anioł, miał nie lada zagwozdkę, gdy okazało się, iż pewien Wojtek z nowoczesnymi kolegami w tym samym czasie chcą z okazji rocznicy pamiętnych wyborów 1989 roku poczęstować świdniczan tortem i niebieską watą cukrową. Przerażenie zagościło w Anielskim umyśle!!!!
No bo jak to? Tu „Łon” będzie prezentował się przed przełożonymi i leśnymi koleżkami z „najlepszej zmiany” na Rynku. A tuż obok jakieś nieodpowiednie elementy zaczną swoją pikietę. Podobno rozgrzał się nasz Anielski bohater do tego stopnia, że zaczął tracić poczucie przyzwoitości. Pieklił się i wydzwaniał gdzie tylko można, by sprawę tortowych sabotażystów storpedować.
Ale że dla wielu był to tylko przejaw najzwyklejszej histerii średniej klasy tzw. lokalnego vipa, nikt nie miał ochoty na dyskusje. No i Anioł znalazł „pyrrusowe” wyjście. Przeniósł czas odpalenia atrakcji z dzikami, kuropatwami i karpiami o dwie godziny później. Jakoby dla ich (leśnych stworzeń) bezpieczeństwa. Przyznam, że ta troska wzruszyła mnie najbardziej.
I nie dziwię się, że tak się stało. Każdy rozsądny Anioł nie będzie ryzykował swojego stanowiska i kariery (jaka by nie była) dla kawałka tortu czy niebieskiej waty cukrowej. Choćby oznaczone one były tak zacną rocznicą jaką jest data 4 czerwca.
p.s. Foto wykorzystane z archiwum strony s24.pl…. dzb.

Comments

comments