Na dzisiaj wszystko za mnie ma załatwić Wojciech Młynarski. I to nie dlatego, że brak mi „wełny”. Po prostu napisał tak genialny hymn na Jej cześć, że wszystko co ja bym „spłodził” leciałoby banałem. Niech w takim razie każdy z nas zanuci sobie tę cudowną „pleśń” i pomyśli o Swojej, Jedynej.

Ona jedna dostrzegała,
W durnym świecie jakiś lad;
Własna piersią dokarmiała,
Oczy mlekiem zalewała.
Wychowała jak umiała,
A gdy wyjrzał juz człek na świat,
Wziął swój los w ręce dwie
I nie w głowie mu było, ze:

Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kat, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.

A tymczasem człeka trawił,
Spać nie dawał mu taki mus,
Żeby sadłem sie nie dławił,
Lecz choć trochę świat poprawił.
Nie raz w trakcie tej zabawy
Świeży na łbie zabolał guz.
Człowiek jadł z okien kit,
Lecz zanucić mu było wstyd:

Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kat, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.

Te porywy, te zapały
Jak świat światem sie kończą tak,
Że się wrabia człek pomału,
W ciepłą żonę, w stół z kryształem
I ze szczęścia ogłupiały
Nie obejrzy sie nawet jak
W becie już ktoś się drze,
Komu nawet nie w głowie ze:

Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd,
Nie ma jak u mamy, cichy kat, ciepły piec,
Nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz.

Comments

comments