W tym miejscu powinienem napisać, że zawsze byłem pod wrażaniem wiedzy, jaką popisują się przy różnej okazji nasi wybrańcy z sejmowych ław. Wystarczy zapytać ich o cokolwiek, a już wiedzą, co odpowiedzieć. Nie ma chwili na refleksję, zastanowienie, czy jak to w zamierzchłych czasach bywało, motyw muzyczny do zastanowienia się. Taki poseł zna się na wszystkim. I na prawie budowlanym, i na meandrach ordynacji podatkowej, i na zagrożeniach ginących gatunków chrząszczy w Dolinie Rospudy, i na technologii kładzenia asfaltu, i na psychologii i prawie rzymskim, regułach panujących w społeczeństwie…. chyba już nie potrafię wymyśleć nic bardziej złożonego, na czym zna się nasz wybraniec. Można się o tym przekonać „otwierając” o dowolnej porze telewizor. Audycje z cyklu „gadające głowy” to element krajobrazu każdej stacji – od publicznych a na prywatnych kończąc. Pewnie, dlatego nazywamy ich wybrańcami za względu na tę wyjątkową elokwencję i mądrość. Zacząłem od wyjątkowej inteligencji parlamentarzystów, bo ostatnie dni to popisy owej erudycji naszej miejscowej „lokatorki” z gmachu przy ulicy Wiejskiej. Otóż zafundowała nam owa pani dwa, jeden po drugim, tematy bardzo kontrowersyjne, co nośne medialne. Z całą pewnością rozbudziła tym samym do czerwoności emocja internautów (to pewne) i wyborców (to mniej pewne). Postanowił „Ambasador Świebodzic”, taki tytuł otrzymała niedawno, zmierzyć się z pornografią i związkami międzyludzkimi, nie kończenie mieszanymi. Na marginesie przy okazji pierwszego tematu przypomniała mi się, jakoś bezwiednie stara fraszka Mistrza Jana Izydora Sztaudyngera – „Szuka szczęścia w pornografii, kto inaczej nie potrafi”. Wracając jednak do meritum – pani poseł wysmażyła liściska w pierwszej sprawie angażując na dodatek do tego jakiś bogu ducha winnych samorządowców (chyba, że jacyś mocno o to zabiegali) by „Warszawa” podała prowincji właściwą definicję słowa „pornografia”. Bez tego niemożliwe jest zasłonięcie kotarką wystawy sklepiku z „wesołymi” gadżecikami. Podobno one moją szerzyć zgorszenie i doprowadzać do deprawacji dzieci. Współczuję doniosłości tematu i jak to zwykle bywa przy tej okazji pytam – „czy nie ma pani ważniejszych spraw na głowie?”. Podobnie jest z „aferą” dotyczącą świętych związków międzyludzkich, na które to podobno „zasadzili się” lokalni posłowie Partii Miłości. Kolejny temat ważny jak….. „nie wiem, co”. I jak tu się nie dziwić, że w rankingu na najbardziej aktywnego parlamentarzystę nasz „ulubienica” jest 2 na Dolnym Śląski, a w kraju raptem 20. Mając takie szerokie spektrum tematów w opiece liczę, że już niedługo znacznie podwyższy swoją lokatę w rankingach. Oby tylko wytrzymała tempo, bo do jesiennych wyborów parlamentarnych już nie dużo czasu.

Comments

comments