Niedawno przeczytałem, że najnowszy film reklamujący Dolny Śląsk wcale nie jest takie dobry, bo podobno nie pokazuje Świdnicy i okolicy. Podobno tym samym pozbawia akcję promocyjną regionu atrakcyjności. Przyznam, że byłem nieco zdziwiony taką tezę, ale nie mogłem jej zweryfikować, bo filmu nie widziałem. Wczoraj go obejrzałem i jestem pod wrażeniem. Bo mnie trafił, choć jestem stąd i walory miejscowe i dalsze, ale mieszczące się w ramach granic znam. Nawet bardzo dobrze. Jak napisała gazeta.pl wersja dolnośląska – „Strategia tej wojny o dusze i kieszenie turystów powstała kilka lat temu. Mieliśmy fascynować i zadziwiać niezwykłością niczym „Piraci z Karaibów” lub „Kod Leonarda da Vinci”, przekonać świat, że jesteśmy regionem ludzi o duszach odkrywców, wielbicieli historii, kryminałów, zagadek i ciekawostek, dla otwartych umysłów, eksploratorów, poszukiwaczy przygód i alternatyw. Fachowcy z agencji reklamowej stwierdzili, że tajemnica „to obecnie najbardziej dynamiczny kierunek w popkulturze”, więc tajemnice Dolnego Śląska muszą się dobrze sprzedać.”
Powstał obraz nastrojowy i nęcący. Do spotu wybrano tajemnice średniowiecznych klasztorów, zagadki walimskich podziemi, legendy zamku Książ i tajemniczego latarnika z Ostrowa Tumskiego, który „robi w gazie” i jest przy tym romantyczny. Parę lat temu miałem sposobność rozmawiania z nim w czasie, gdy odpalał swoich blisko 100 latarń. Dołożono wspaniałe stawy milickie, które są unikatem na skalę europejską i rajem dla uwielbiających ornitologiczno-ichtiologiczne zagadki, oraz malownicze jezioro Bystrzyckie. Wyszło dobrze – nastrojowo i zachęcająco do odwiedzin. Przynajmniej tak uważa 88 procent widzów poproszonych o opinię. Wśród nich jest i Rynkowy Tetryk, żeby nie było, że zawsze szukam jakiś wad i marudzę. Tym razem jestem na TAK!

Comments

comments