Ogłuszany codziennie wyborczo-kampanijnym tokowaniem i gdakaniem, omal nie zapomniałem o tym, co naprawdę jest radością życia. Na szczęście uwrażliwiła mnie na to weekendowa aura i nasze, z moją NŻ, rozmowy przy stole.
Wczoraj, nad talerzem z wyśmienicie wysmażonym dorszem i surówką z młodej kapusty, zaczęliśmy snuć plany „zupowe”. No, bo zupa w naszej domowej tradycji kulinarnej to podstawa.
Kto z Was pamięta domowy rosołek przywracających zdrowie i noszonych chorym do szpitala, w szklannych słoikach. W środku pływał też domowy makaron. I choć „kompot z trupka”, jak czasami zabawnie określa go moja NŻ, był zimny, co w tym wypadku jest grzechem śmiertelnym, to podobno miał uzdrowicielską moc. U nas w domu jadamy zup dużo, często i chętnie. Nie zwracając uwagi na fakt, że obróbka warzyw jest pracochłonna. Sonda wśród znajomych i przyjaciół pokazał, że zup nie jadają oni prawie wcale. U siebie! Bo u nas – z chęcią i oblizywaniem się. Od po prostu kultywujemy zupową spuściznę po swoich rodzicach i dziadkach. Buszując przy tym w „ogrodach pamięci” przywołujemy smaki jarzynowej babci Luci, tudzież botwinki babci Józi, a także barszczu ukraińskiego Hirka. Proste jedzenie a ileż w tym wyrafinowania. Kuchnia molekularna nie dorasta do pięt zapachowi gotującego się krupniczku na podrobach, z suszonym grzybkiem. W końcu to nie schabowy czy rumsztyk doczekał się piosenki, ale pospolity żurek (nota bene najlepszy na zakwasie z piekarni Krzysztofa Pana Żarnowca – tak, jest to reklama i wcale nie ukryta).
Moja miłość do zupy pojawia się nawet w porze śniadaniowej, prawie jak u ludów Dalekiego Wschodu, które pałaszują rosoły z rana. Kuzyn mój Jerzy, króla polskich zup – rosół zaczyna w niedzielę warzyć bladym świtem, gdy cały dom jeszcze śpi. I tak przez kilka godzin, na maleńkim ogniu dochodzi aromatyczny wywar. Robi to Jerzy niemal od czterdziestu lat. Pewnie nie co tydzień, ale bardzo często.
Co do zup, to spuszczam zasłonę milczenia na „zupne wynalazki z torebkach”. Gotowanie zup wpisuje się w nasz osobisty nurt slow food – slow live.
P.s. Dzisiaj w garnku brokułowi z własnym lubczykiem. Polecamy. Foto pochodzi z portalu Kuchnia Prezydentowej.

Comments

comments