Polityczne odwracanie biednego kota dupą trwa w najlepsze. Współczuję owemu „kotu”, bo bardzo wysoko cenię te zwierzęta. A że mamy ich w domu, aż trzy, to moje zapewnienie nie są li tylko teoretyczne. Tym razem po przerobionym na wszelkie sposoby haśle „pincet na każde dziecko”, przyszedł czas na darmowe leki dla siedemdziesięciopięciolatków. Oczywiście lud łyknął wyborczy grepsy, jak pelikan rybę i czekał. Dzisiaj okazuje się, że nadal może czekać i się …i tak nie doczeka. Jak oświadczył kilka godzin temu w radio Naczelny Kasjer Pan Henryk – „w kampanii mówi się skrótami i wyborcy źle zrozumieli rządzących obecnie”. Nic nowego pod piramidami.

Zawsze tak jest, że słyszymy zwykle to, co chcemy. Ale to okazuje się po tzw. poniewczasie. A w związku z tym, że nie oczekiwałem na owe „pincet”, ani nie doszedłem jeszcze, do 75 + więc znów jestem na plusie. To, co się dzieje dookoła jakoś mnie nie dziwi. Bo niby, dlaczego? Z tych całych harców najbardziej zabawne są występy nowego narybku – takiego jednego z apteki, który biega za Imć Antonim i innego równie małoletniego, ale z Opola, który dają popis przywiązania do starszych i bezkrytycznego włażenia im w odbyt. Wygadują owi małoletni rycerze „Rządzącej Większości” takie koszałki – opałki, że Abelard Giza mógłby im buty czyścić. Cóż zrobić – młodość ma swoje prawa. Tak, jak i starość. Na całe szczęście.
Wczorajsza „wycieczka” rowerowa do tzw. miasta, czyli w okolice Rynku pozwoliła mi na własnej skórze przekonać się, że nadchodzącą wiosnę czuć już nie tylko w nozdrzach. Setki kaczek i innego ptactwa szalejące na stawie w Parku Topy, to kolejny dowód, że zimę mamy już chyba za sobą. Pewnie coś tak jeszcze dmuchnie „białym” i lekko przymrozi, ale to tylko na postrach. Sporo tych zmyłek ostatnio. Takie czasy i trzeba się do tego przyzwyczaić. Choćby na chwilę.

Comments

comments