Z wyjątkowym rozbawieniem oglądaliśmy z moją NN ostatnie występu kolędnicze świdnickich „platfusów” na mocno nieświeżym spotkaniu opłatkowym. Choć bardziej powinno ono nosić nazwę opłotkowego. Z powodu mentalnych opłotków, w jakie wstawili się na własne życzenie miejscowi ludzie Donka. Nie dość, że mamy już ponad miesiąc po Wigilii i świętach, a Nowy Rok hula już na całego koledzy Robcia Jagły zaczynają deklamować „Wśród nocnej ciszy”. Dobrze, że w końcu obudzili się z letargu i odnaleźli mocno zakurzony opłatek, bo jak zakłada tradycja kolędowanie możliwe jest tylko do 2 lutego. Pisałem już raz o sztuczności imprezy pt łamanie się opłatkiem i w tym przypadku nie jest inaczej. „Nadymanie” tego spotkanie i sztuczności zachowań dowodzi po raz kolejny słuszności mojej tezy. Łamali się i próbowali kolędować tylko, po co? Przecież nie po to by udowodnić, że są bliską sobie grupa ludzi. Wiadomo nie od dzisiaj, że tarcia w miejscowej instancji Partii Miłości i ambicje jej czołowych przywódców nie rokuję dobrze jej przyszłości. I jeszcze jedno. Usłyszałem z ust znacznej osoby z naczalstwa miejscowej PM, że przejmuje się władzę, by realizować pragnienia wyborców. I oniemiałem, zawsze wydawało mi się, że zdobywa się władze, by rządzić. A może w świdnickiej PM ktoś się przebudził i wymyślił nową strategię? Przy Wigilii wszystko jest możliwe, szczególnie tej odłożonej o miesiąc. Z tym terminem to też ciekawa sprawa i wielce zastanawiająca. Zazwyczaj na tego typu „bankietach” opłatkowych bywają lokalni posłowie z PM. Tym razem zabrakło nie tylko wuja Rebercika, ale posłanki Katarzyny w Wałbrzycha. I nasz miejscowy szafarz wszelakiej dobroci Jagła Roberci niezagrożenie mógł robić z głównego partyjnego bonza. Ciekawe jak długo pozwolą mu na to współtowarzysze. Ostatecznie nie jest on postacią formatu prezesa Jarka z wrogiej partii, który mimo sześciu przegranych nadal rządzi i ma się dobrze. Jagła przegrał wszystko, co mógł, a i tak rozdaje opłatek. Może już tylko to mu pozostało do rozdawania?

Comments

comments