Wśród zaprezentowanych ostatnio blogów świdniczan na portalu s24.pl dwa wzbudziły moje zaciekawienie. Oba zdecydowanie różne od siebie, ale mające na tym etapie poznania coś wspólnego. Autorzy obu dość dobrze poruszają się w świecie reklam. Znają je i nawet starają się je analizować. Podziwiam, bo moja ciekawość tego świata ogranicza się jedynie to oganiania się od niego na wszelkie sposoby. Ale skłamałby gdybym napisał, że reklamy wszelkiej maści ,którymi zasypują nas różne telewizje, nie zaciekawiały mnie. Dotyczy to przede wszystkim tych spotów, które mnie rozbawiają. Do takich należy seria reklamy sieci Biedronka, w które historię buduje się na zasadzie kojarzenia zachowań ludzi i produktów oferowanych w tych sklepach. Podobnie jest z reklamami autorstwa kabareciarzy z Mumio. Są genialnie w formie i treści. Ale miałem nie o tym. Od pewnego czasu obserwuję „zmasowany nalot” firm farmaceutycznych ze swoimi reklamami produktów na nietrzymanie moczu, zatwardzenie, nadmiar gazów, świąd intymny etc. Nie żebym miał coś przeciw prawidłowo funkcjonującemu organizmowi ale wszystko ma swój czas i klimat. Bo, jak znieść bez emocji takie jazdy np. miły piątkowy wieczór, na ekranie coś atrakcyjnego, a tu stop – przerwa na reklamę – a w niej środek na nietrzymanie moczu. Póki śmieszą mnie takie sytuacja, to jest spoko. Ale wszystko ma swoje granice. W pewnym momencie zaczyna być to irytujące, jak wszystkie reklamy, choć te w specyficzny sposób. Chyba znów przerzucę się na słuchanie płyt. Tam na szczęście nikt mi nie wyjedzie, co dwadzieścia minut, z troską o mój ewentualny świąd intymny, ewentualnie ewentualny uwiąd lub inną dolegliwość urologiczno – gastryczno – dermatologiczną.

Comments

comments