Nie ma jak czas kampanii wyborczej. Budzę się codziennie i myślę, że świat wokoło z dnia na dzień pięknieje i staje się bardziej kolorowy. Odrapane fasady „oblekają się” w banerowe szatki. W każdym miejscu szczerzy białe ząbki to kandydatka na radną w mieście, to kandydat w powiecie. Ci wybrani , kandydujący na prezydentów czy burmistrzów zajmują zdecydowanie więcej przestrzeni publicznej. No, w końcu tak trzeba. Ranga zobowiązuje. Przy okazji wykorzystuje się wszystko, co chodzi, fruwa i pływa by nadać temu charakter odświętny i pokazać się na tle flagi, herbu czy czegokolwiek. Mamy być widoczni i pokazywani. Ludzie muszą zacząć nas kojarzyć. Nie ważne, z czym lub kimś. Musimy wypełniać przestrzeń publiczną, by 21 listopada „zaliczyć” sukces. Przedwczorajsze święto wykorzystano dosłownie w 300 %. Takim wynikiem mógłby się pochwalić sam Wincenty Pstrowski, przodownik nad przodownikami z okresu Wielkiej Rywalizacji Lat Pięćdziesiątych. Uczestnicy, organizatorzy i ci, którzy być światkiem czczenia Niepodległości ,mogli dostać zadyszki i wyglądać, jak znany poseł po konferencji prasowej z natryskiem w tle. Uroczystość goniła uroczystość. Wręczano, nagradzano, składano, odpalano, śpiewano, biegano, puszczano – dosłownie brakuje mi słów kończących się na „ano”, które mogłyby w pełni opisać to, co działo się 11 listopada. Pewna znajoma, „wyrobnicza pióra i mikrofonu”, powiedziała, że wieczorem tego dnia czuła się, jak uczestniczka „Wielkiej Pardubickiej” po minięciu mety. Trudno, czegoż się nie robi dla Niepodległości i…kampanii wyborczej.
Minął czwartek, a w piątek nastał nowy dzień z kolejną odsłoną z parkiem w tle. Tym razem po parkach do rewitalizacji z grającymi ławeczkami, parku wodnym, zwanym także Aquaparkiem nadszedł czas na park przemysłowy. Kolejny pomysł władzy Świdnicy wpędzi pewnie konkurencję do grobu. Bo, jakże ma się do tego „cudu technologicznego” jakaś „ślimacząca się linia kolejowa Wrocław – Świdnica – „autorska” (ulubione słowo tej kampanii w ustach spin felczerów Partii Miłości) Ogniomistrza, co to z dala od polityki a jednak politycznie został desygnowany na kandydata. Jeśli mógłbym o coś prosić, to o jedno – dajcie mi odsapnąć! Chcę to wszystko przemyśleć i poukładać sobie w łepetynie. Niech mój wybór nie będzie wynikiem oczadzenia marketingowego, a bilansem tego, co dotyczy mnie i moich najbliższych.

Comments

comments