Zastanawiałem się nad poranną jajecznicą, co sprawia, że ludzie niespecjalnie interesujący się na co dzień tym, co nazywamy życiem publicznym popierają tych a nie innych ludzi. Najczęściej ten sentyment wynika ze zwykłej sympatii. Innym razem z wiary, oczekiwań i zupełnie irracjonalnych marzeń, że „Salomon to i z pustego naleje”. Niestety późniejsze realia stają się nieubłagane i ściska nam pośladki, gdy widzimy, że ten, któremu zaufaliśmy ma nas za idiotów. Trzeba, jak przy wyborze kawalera do zamążpójścia, rozglądać się i analizować nawet najdrobniejsze szczegóły. W tzw. ”babskich” tygodnikach często można spotkać porady dla tych, które aktualnie mają dość samotności i szukają partnera. Pani Jadzia, czy inna Anastazja zazwyczaj radzi – „zobacz, jak odnosi się do swojej matki, a tak będzie traktował Ciebie”. Pewnie to sprawdzony patent. Innym jest ten o porządku i estetyce. Pokaż mi jak mieszkasz, a powiem ci, jaki jesteś. No i w tym momencie chciałbym przejść do uwodzicielskiego meritum. Miejscowa Lewica uwiodła tych, który przy nich zakreślili krzyżyk , swoim miłym socjalno-rozdawniczym programem. Obiecuje rozdawać, obniżać, zmniejszać i ….przychylać Nieba w każdej minucie i dniu swoich ewentualnych rządów. Zanim to jednak nastąpi przyjrzyjmy się naszym „czarusiom” bliżej. Jak w tym babskim przepisie na sprawdzenia kawalera. Maniery owszem, owszem. Oficjalnie nienaganni i szarmanccy. Ale w sytuacji „frontowej”? Wtedy gdy, go jak mawiają doświadczeni rodacy, z faceta wychodzi zwierzę. Tu wolałbym nie cytować, tego, co tetrykowe oczy widziały w nocy z niedzieli na poniedziałek. Rynkowe pierzeje, gdyby potrafiły mówić, to opowiedziałyby wcale barwnie najnowszą historię z Bachusem w tle. To po pierwsze. A po drugie i kolejne – jeśli na kawowym stoliku, w ratuszowej siedzibie, nadal „wyleguje” się rozsypany kilka tygodni temu biały proszek zwany cukrem, to nie radzę wierzyć wyborcom w to, co mówią towarzysze Janusz, czy Adam. Bałaganiarze i „fleje” domowe, nie potrafiące zapanować nad porządkiem na tak małej przestrzeni, nie zajmą się dobrze miastem. Tego nie trzeba udowadniać. Wystarczy pójść i sprawdzić samemu. No chyba, że wreszcie kobieca ręka zagoniła miotłę i ścierkę do roboty. Nie bardzo jednak w to wierzę. Ale w najbliższym czasie sprawdzę to osobiście. Jeśli okaże się, że cukier nadal „wyleguje się” i gdzie indziej jest podobnie, to zacznę praktykować, jako tetryk-fotograf, a wówczas będzie niezła zabawa. A wówczas skończy się czas uwodzenia i pozostaną na polu boju tylko oddani bez reszty „janczarzy”.
P.S. I jeszcze jedno. Dla tych, którzy mają kłopoty z pamięcią a nie mogą patrzeć na przyjazne relacje świecko-kościelne. Szczególnie bezkrytycznym wyznawcom mojego ulubieńca byłego prezydenta i posła pragnę przypomnieć, że to za jego bytności w magistracie świdnickim Kardynał kropił święconą wodą pierwszy etap oczyszczalnie ścieków, a fakturę za tę usługę regulował poświęcony „podmiot”. To znaczy, że tradycja dobrosąsiedzkich stosunków to nie wynalazek rządów WS.

Comments

comments