Podróże kształcą i jeśli ktoś ma inne zdanie, to niech sobie ma. Ja wiem swoje. Po raz kolejny moja „Guliwerowa” towarzyszka przejazdów na trasie z Wroc. do Świd. zdradzała mi swoje „przygody” ze świdnickim handlem. Tym razem w roli głównej wystąpił miejscowy empik. Jak by nie było firma szacowna, choć z marnymi notowaniami, po tym, jak okazało się, że nie płaci w terminie wydawcom za dostarczone książki. Internet aż huczał od apeli by bojkotować molocha. Ale wracajmy od brzegu. Otóż jakiś czas temu nasza bohaterka udała się do wspomnianego sklepu celem nabycia płyty artysty Bajora Michała. Nagrał taką z piosenkami francuskimi. Teksty tłumaczyła bodaj Wojciech Młynarski, a płyta ma tytuł „od Piaf do Garou”. Artysta śpiewa piosenki z repertuaru takich znakomitości muzycznych jak min. Edith Piaf, Charles Aznavour, Yves Montand, Gilbert Becaud, czy Garou. Wszystkie w stylowych aranżacjach Wojciecha Borkowskiego. Rarytas jak mawiają ci, którzy rozumieją znaczenie tego słowa. Moja znajoma znalazła tę płytę podeszła do kasy, by zapłacić i stać się jej właścicielką, ale tu usłyszała tekst niczym z Mrożka. Okazało się, że płyta jest uszkodzona. A raczej może być uszkodzona, bo była foliowana i nietknięta niczyją ręką. Okazało się, że w posiadanej partii jest podobno 20 takich egzemplarzy. – I jeśli pani kupuje ją dla siebie, to można będzie zwrócić, ale jeśli na prezent, to będzie problem – oznajmiła panienka z kasy. Przyznam, że zdurniałem. Po jaką cholerę sklep trzyma na półce wadliwy towar? Po naraża się klientów na takie rozczarowania? Czy ktoś za tym nie stoi? A jeśli ktoś, to, co z tego ma? Pytania można mnożyć, a i tak Bajor zatnie się przy drugiej piosence. Czyż nie ma racji, że podróże kształcą?

Comments

comments