Kiedy chodzi się po świecie, dobrze ponad pół wieku, nie jeden raz było się świadkiem dziwnych wydarzeń. Pewnie, że nie pamiętam ostatniego pterodaktyla, czy zaćmienia słońca nad Egiptem faraonów. Ale stawiałem pierwsze kroki, gdy kończyła się era kultu jednostki. A byłem już kumającym, co nieco młodzianem, gdy na wielkiej sali w jeszcze bardziej okazałym budynku stolicy wierny lud partyjny krzyczał – „Wiesław! Wiesław!”.

Pewnie, dlatego wszelkie przejawy, tzw. lizania tyłka władzy wyjątkowo źle na mnie wpływają. Bo, jak inaczej ocenić oficjalne witanie Wielce Szanownej Pani Prezydent przez Załużnego dla miejskiej kultury Arturka na typowym komercyjnym koncercie zespołu Raz, Dwa, Trzy. Wadza dostała darmowe zaproszenie i wpadała na chwilę, by strzelić sobie focię z Adasiem (na szczęście nie Markiewiczem, a Nowakiem i kolegami). I było by ok!
Rozumiem, gdyby jeszcze prócz tego kawaler państwowego medalu powitał moją koleżanką Gośkę i kilku innych kolegów. Ale, po co witał oficjalnie Nową Wadzę? Tak przy wszystkich? Czuło się, jak było by to przybył sam Wielki Kim Dzon Ila. Zajechało to żenującą małostkowością, a może u niektórych cwanym koniunkturalizmem i tzw. włażeniem bez mydła. Chyba, że taki był tego cel witającego? Może nie powinienem oceniać zbyt srogo Arturka, którego kiedyś ceniłem za smak i wkład w upowszechnianie dobrej muzyki. Dzisiaj, kiedy obserwuję przeróżne dziwne akcje, w GŚ, którym patronuje nie mogę uwierzyć, że to ten sam przemiły żartowniś. Ale cóż – każdy może jak orze, jak twierdzi Agnieszka Ch. zasiadając w przeróżnych składach oceniających mniej, czy bardziej poważne wygłupy.
Podobnie jest chyba z Beatą – „Ja się z tego wycofam”. Po kilku miesiącach władania, rządzenia, czy nawet zarządzania miastem, obojętnie, jak to określić, nadal nie widać, jakiegoś kierunku, w którym podąża obecna Wadza. Nie sądzę, by bieganie z workiem plastikowym i pochylanie się na każdym papierkiem było tym, co, można zaproponować mieszkańcom. Nie sądzę, że jest tez tym uwalanie, wszelkimi sposobami, inaczej myślących. Bo wg mnie szkoda na takie jałowe działanie energii. Chyba, że …. prawdą jest, jakoby proces dezawuowania inaczej myślących i działających stał się naczelnym kierunkiem działania pierwszego piętra w magistracie?
Jeśli prawdziwe są sygnały z wrocławskiej policji wojewódzkiej o usłużnych telefonach z miasta, zwracające uwagę na braki w zabezpieczeniu imprezy masowej pt. Zlot Balonowy w Krzyżowej, czy jeśli dojdzie do skutku spotkanie z mieszkańcami Kraszowic, na którym komendant miejscowej policji ma przedstawiać zatrważające statystyki o niebezpieczeństwa płynących z plaży nad Bystrzycą, którą chcą zbudować w ramach budżetu obywatelskiego tamtejsi mieszkańcy. Jeśli to wszystko, co do mnie dociera nie jest blagą, to …. aż strach się bać o przyszły rozwój mojego rodzinnego miasta.
No, i o słynne 10 miejsce w świecie, które nam przypadało w roku 1980 w spożyciu wieprzowiny na jednego mieszkańca. Przepadnie nam jak nic. I o czym za rok będzie wyplatał pod pomnikiem tow. Adam? Może o milickim karpiu, którego święto zbliża się coraz bardziej?

Comments

comments