Stało się niemal tradycją, że kończę kolejny rok i zaczynam następny od czytania. Takiego kilkudniowo „zapalczywego”. I nie jest to próba nadrobienia zaległości, czy podniesienia średniej statystycznej czytelnictwa narodowego. Przede wszystkim to „konsumpcja” choinkowych podarków. Tym razem świąteczny Mikołaj przyniósł mi dwie pozycje – „Wilki” Adama Wajraka i „1945. Wojna i pokój” Magdaleny Grzebałkowskiej. Niby odległe historie, ale dla mnie chyba bliskie.

Wajrak, ulubiony dziennikarz przyrodnik Polaków, mieszkaniec Puszczy Białowieskiej, w swojej najnowszej książce opowiada o latach tropienia wilków i przyjaźni z tymi najbardziej fascynującymi drapieżnikami Europy. Pisze barwnie i ze swadą. Wciągając czytającego w nieznany i otoczony niestworzonymi legendami świat. I nie jest to tylko książka o wilkach. Jest tam o także o brutalnych relacjach człowiek – przyroda. O tym, jak okropne rzeczy ludzie robili i robią wilkom, jednym z najbardziej prześladowanych dużych ssaków. I to m.in., dlatego, że niewiele o nich wiedzieli i wiedzą. Że wciąż budują swoją znajomość tych zwierząt nie na wiedzy specjalistów, a przesądach, czy nawet bajce o Czerwonym Kapturku. Efekt tego jest taki, że np. w wielu krajach europejskich zniknął zupełnie z lasów. I druga książka świetnej reportażystki, także GW – „1945” Magdaleny Grzebałkowskiej. Tej samej od Beksińskich. Tym razem autorka wkracza na ziemie przez chwilę niczyje, albo właśnie zagarnięte przez nową władzę. Chce przyjrzeć się z bliska losom ostatnich żyjących świadków tamtego czasu.
Ludzi, którzy gonieni strachem próbowali się przedrzeć przez skuty lodem Zalew Wiślany. Przesiedleńców, którzy w swoich nowych domach zastawali jeszcze ich poprzednich właścicieli. Wychowanków otwockiego domu dziecka dla ocalonych z Holocaustu. Szabrowników, dla których wyzwolone tereny stały się gigantycznym sklepem Ikei. Ludziom, którzy o włos wyprzedzili własną śmierć. Polakom, Niemcom, Żydom i Ukraińcom – wszystkim, których łączyła ostatnia wojna i pokój, po niej. Oddaje głos ofiarom. Katom również poświęca sporo miejsca – zwłaszcza, kiedy może dzięki temu pokazać powojenne pomieszanie ról i losów. „1945. Wojna i pokój” to książka, dzięki której historia sprzed 70 lat znów jest bardzo aktualna. I jeszcze jedna refleksja po tym czytaniu. Nadal i wciąż żyjemy w świecie, w którym wielu z uporem maniaka codziennie wykłuwają skrupulatnie swoje „heroiczne” mity. Mniej lub bardziej fałszywe, czy sztuczne. Po to by móc licytować się z innymi o cokolwiek. Czy jest to potrzebne, czy nie. Kiedyś może zwracałem na to uwagę. Dzisiaj już nie. Coraz bardziej cenię sobie święty spokój i ….. mądrą książkę.

Comments

comments