Kiedy zaczynałem, cztery miesiące temu pisać swój blog, niektórzy czujni komentatorzy najpierw zabrali się za rozszyfrowanie personaliów autora. Nie była ważna treść odcinków, a ich autor. Pościg za tetrykiem i dowaleniem mu za życiorys był silniejszy od merytorycznego komentowania treści. Kiedy zabrakło emocji w komentarzach „podblogowych” netowi śledczy przenieśli się na inne lokalne forum. Przez jakiś czas się ekscytowano personalnymi odkryciami, aż wszystko ucichło. Pisałem sobie spokojnie i nie musiałem odganiać od siebie natrętów. Ale widocznie nie wszystkim to się podobało, bo dzisiaj odezwał się pewien spragniony wrażeń maruda i ma mi za złe, że piszę nadal. Jakoś zawaliła się jego wcześniejsza koncepcja blogu pisanego na okoliczność wyborów samorządowych i zaczyna swój żałosny skowyt pod hasłem „ wystarczy, czas przejść do historii.” Przyznam, że rozbawiło mnie to setnie. Istnieje dość spora grupa malkontentów -aktywistów netowych, którzy znajdują przyjemność w …no właśnie, w czym? Chyba tylko w tym, by pozostawiać swój ślad w sieci. Są niczym biegające luzem psy, które moczem zaznaczają swoje terytorium. Robią niewiele. Biegają, szczekają i …obsikują miejsca. To wszystko, na co ich stać. Tu rzucą, jakąś ekscytującą uwagę. Tam- postawią dziwne pytanie. Innym razem coś zasugerują. I …koniec. Jeśli nie potrafią niczego innego, to ich problem. Jeśli coś wymyka się spod ich kontroli, to…jeszcze większa moja radość. Przynajmniej miałem temat na dzisiejszy odcinek Panie Promyku, czy inny Odkrywco.

Comments

comments