Zdarzyło się jakoś dziwnie, że jestem dość wiekowy, jak przystało na Tetryka. Widziałem już wiele, a nawet do niejednego….siusiałem. Nigdy nie mogłem się nadziwić, co gna ludzi do polityki. Czystych pasjonatów takich, co to mają misję, nie dojedzą, nie dopiją by innym było lepiej, milej i rośli w bogactwo, chyba widziałem kilka razy w życiu. Ale było to tak dawno, że już tego nie pamiętam. Za to coraz bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że ludzi ciągnie tam zysk i rządza panowania nad innymi.

Jak zwał to pewien satyryk „wadzy”. Niezwykle czytelnie ten syndrom opisywał Mistrz Ryszard Kapuściński w „Imperium”. Warto przeczytać, jak z poczciwego człowieczka po założeniu na siebie munduru – konduktora, kolejarza, milicjanta, urzędnika – wyrasta „bestia”. Niestety te bestie widuję niemal codziennie wokół siebie. Na pozór normalni ludzie, gdy otrzymają do rąk odrobinę „wadzy” głupieją. Wydaje się im, że złapali Pan Boga za nogi i idą na całość. Tylko od poziomu pokory i inteligencji zależy jak dalece się deprawują. Wydaje się im, że te ich pięć minut będzie trwało całe życie. A tymczasem wszystko jest ulotne.
Jak w takim razie znaleźć sposób na wybranie tego właściwego? Może ustawić na rogatkach miasta specjalnie zaprogramowane czujnik, które wychwytywałyby natchnionych oszołomów, niedowartościowanych frustratów, czy żądnych szmalu i sukcesu karierowiczów? Gdyby ktoś opracował taki program jestem gotów kupić jedną z takich bramek i zamontować ją przy wjeździe od strony Słotwiny. To jednak mało realny pomysł Może zacząć sprawdzać tzw. status majątkowych. Im bogatszy tym większa pewności, że władza nie będzie dla niego przysłowiowym korytem. No, bo już ma tyle, że nie połasi się na podatnika pieniądze. Co zatem mają nasi ewentualnie przyszli i kandydujący.
Na pierwszy ogień zaglądamy do portfela Członka Zarządu, „Ogniomistrza” Szczygła z naszej ulubionej Partii Miłości, jak to wymyślił, acha już o tym pisałem….Członek, Emeryt „Ogniomistrz” daje się bez problemu prześwietlić na stronie internetowej urzędu marszałkowskiego Dolnego Śląska. I cóż tam widzimy? Same dobre rzeczy. Nasz, a może nie nasz, bohater zarobił w ubiegłym roku blisko 266 tys. 724 zł. W urzędzie marszałkowskim, co miesiąc inkasował na konto za bycie Członkiem jedynie 15 tysięcy złotych. A nasz biedny ZUS dokładał mu do tego jeszcze ponad 7 tysięcy emeryturki. Razem jakby nie było wychodzi równe 22 tysiące 227 złotych. I z czym ma Mu podskoczyć Wojtek M., który jako prezydent wyciąga nieco ponad 12 tys. Wygląda na to, że Członek „Ogniomistrz” nie idzie w urząd dla kasy. Wygląda na to, że ma misję. Tylko, jaką? Do tej pory nie mogłem się doszukać, choć małego śladu tej Jego misyjnej działalności. Szukałem, szukałem i chyba znalazłem? Na innej stronie internetowej kreującej Członka Zarządu umieszczone osiągnięcia Tegoż. I jest ich, co nie miara m.in. nadzorowanie projektu remontów i inwestycji infrastrukturalnych, kolejowych i drogowych, program wspierania systemu bezpieczeństwa województwa dolnośląskiego oraz projekt Marianna Orańska. O efektach wolę się nie wypowiadać, bo zaraz przypną mi łatkę malkontenta i jęczy-dziada. Zacytuję tylko jedną opinię uznanego fachowca od transportu – „Członek Zarządu to przykład wiernego Druha. Takiego, który wierzy bezgranicznie w swojego Guru (czytaj: zawieszany członek Partii Miłości i jeszcze wciąż poseł), dzięki, któremu ma to, co ma. Miejsce i pensje. Wątpliwy splendor i poczucie ważności. Ma robić tylko jedno – podnosić rękę, gdy dostanie wytyczne. Najwymowniejszym przykładem jest jego zachwyt dla przeżytku PRL-u – firmy PKP. Wspiera niczym ukochane dziecko, choć te jest nie do zmiany i wykorzystuje naiwność swojego Członka Zarządu. Wypycha na wyżyny skompromitowanych ludzi, którzy już dawno powinni pójść na najodleglejszy tor. Członek Zarządu przez wielu jest określany mianem „Wykolejnicy Postępu”.
No tak. I wiemy chyba wszystko. Teraz z całą pewnością łatwiej nam będzie podjąć decyzję jesienią przed urną do głosowania.

Comments

comments