Późnonocne patrzenie w ekran telewizora nie zawsze źle wpływa na oczy. Jakoś tak się składa, że dopiero koło północy, a czasami i jeszcze później, w państwowym TV można zobaczyć coś interesującego.
Wczoraj dane na było poznanie dokumentu Katarzyny Trzaski pod wielce obiecującym, jak na tę porę, tytułem – „Maksimum przyjemności”. A że polska szkoła dokumentalna to ceniona i znana marka, nie zawiedliśmy się z moją NŻ i tym razem.
Historia niby banalna i jakich dookoła wiele. Filmowe przyjaciółki Irena, Małgorzata, Krystyna, Bogumiła, Elżbieta pochodzą z Torunia. Od dawna są na emeryturze. Ale nie poddają się upływowi czasu. Mają własny sposób na to, by oddalić starość, zapomnieć o nieuchronnym przemijaniu. Jesień życia upływa im na różnych zajęciach w klubach, na kuracjach, masażach. Nie stronią też od tańców na specjalnych wieczorkach dla seniorów. Myślą o dobrej zabawie, o zdrowiu, kondycji i wyglądzie zewnętrznym, a chcąc się ubierać elegancko i modnie, szukają lepszych kreacji w ciuchlandach.
Jednak prawdziwą pasją są dla nich prezentacje handlowe. Bez których nie umiałyby już normalnie funkcjonować. Tajemniczy rezonator biofotonowy za 6 tysięcy złotych, masażer do stóp z podczerwienią, odmładzające kapsułki, fotel masujący za 13 000 złotych, odkurzacz „inteligentny” za 8 tysięcy złotych, garnki „ambitne” oraz patelnia za 5 tysięcy to zakupy ich marzeń, sen o luksusie. Prym w tej dziedzinie wiedzie Irena, która ma już chyba wszystko, łącznie z kosztownym kompletem garnków do gotowania na parze. Na przyrządzanie i degustację takich potraw zaprasza przyjaciółki, które z podziwem, i być może z zazdrością, patrzą na jej nowy nabytek.  Wszystkie one wierzą, że oferowane im na różnych prezentacjach „cudowne” towary potrafią wydłużyć życie, uleczyć choroby, okażą się remedium na opuszczenie, samotność i dokuczliwą starość. Utwierdzają je w tym jeszcze zapewnienia młodego, przebojowego prezentera o osiągnięciu: maksimum przyjemności, maksimum satysfakcji, maksimum zadowolenia. 
Autorka filmu nie próbuje analizować zjawiska sprzedaży bezpośredniej od strony agresywnych firm sprzedających. Skłania się raczej ku subtelnej i zabawnej próbie odpowiedzi na pytanie:, dlaczego wśród emerytów te przedmioty cieszą się tak ogromnym powodzeniem? Dlaczego mogą wydać ostatnie oszczędności na luksus, który tak naprawdę ociera się o kicz.
Pewnie dla wielu mogą się owe torunianki wydawać śmieszne i naiwne. Ale przecież są jak większość z nas, spragnionych przejścia na drugą lepszą, „stronę mocy”. Marzących o czymś wyjątkowym i jedynym. Czymś, co pozwoli uwierzyć nam, że stajemy się lepsi.
Bo ten świat kusi, co chwilę. Czy warto się przed nim opierać? Jak zwykle każdy ma wybór. Mieć, czy być.
p.s. Foto pochodzi ze strony polskifilm.pl …jak i część cytatów z fabuły.

Comments

comments