Koniec roku nie jest wcale nudny. Szczególnie w tzw. powiecie. Najpierw wpadka z budżetem, który „zjechała” Regionalna Izba Obrachunkowa. Podobno był to skutek wadliwej interpretacji przepisów. Później cudaczne zmiany godzin urzędowania w nadchodzącym roku. Pisałem o tym kilka dni temu. Wczoraj wyszła na jaw „afera” ze panią Skarbnik.
Jak pamiętam od lat była nią ta sam osoba. Jak donoszą lokalne media Pani Skarbnik sprawuje swoją funkcję do początku istnienia powiatu. Trzymała zawsze ciężką rękę na kasie starostwa i było dobrze. Nigdy nie było zastrzeżeń do Jej pracy. Podobno i teraz nie ma, ale okazuje się, że musi odejść. Jak wieść powiatowa niesie stoi za tym pewna cicha myszka, którą nazwiemy dla porządku Hajduczkiem. No, bo skoro jest Mały Rycerz musi być i Hajduczek. Ów Hajduczek jest wierny i troskliwy, jak mało, kto. Podobno, jak opowiadają bobry na żeremiach w pobliżu Kalna Hajduczka jest wszędzie pełno. Jak trzeba wytrze nosek Małemu Rycerzowi, poprawi krawacik, czy loczek niesfornie spadający na czoło. Czasami odbierze berecik by nie zajmował niepotrzebnie prawic władzy. Jest czujny, wierny, ale podobno trochę mierny. Nie do końca wyedukowany, jak przystało na prominentnego urzędnika. Ale nie przeszkadza to Małemu Rycerzowi, by ufać Hajduczkowi bez reszty.
To nic, że czasami zabiegany Hajduczek nawali i doprowadzi do tego, że część z kasy pójdzie na haracz dla Tatarów. To nic. On jest i czuwa, by wszystko szło po myśli jego Pana.
Jak w tą opowieści wplata się Niechciana Skarbnik?
A dość zgrabnie. Jak opowiadają dalej bobry – jakiś czas temu przydarzyła się Jej przykra choroba. Zostawiła kasę bez opieki, w rękach osoby nie tak zdesperowanej i konsekwentnej jak Ona sama. I Mały Rycerz zaszalał. Nietrzymany krótko za portfel, dopuścił do jazdy po bandzie i kilku wpadek. Podobno, trochę za sprawą Hajduczka, który poczuł wiatr w żaglach i brak kagańca. Spodobało się to wszystkim. Ale jak to w bajce bywa wszystko się kiedyś kończy. Wróciła zdrowa Niechciana Skarbnik i wzięła miotłę by posprzątać stajnię Augiasza. Ją trudno było by ustawiać i Mały Rycerz postanowił sprzedać Ją w jasyr Tatarom. Tylko nie wszystkim się to spodobało. Cześć z drużyny rycerskiej krzyknęła – „Wara do Jadzi!”
I zrobił się klops. Mały nie chce wyjaśnić, dlaczego. Nie potrafi też przełożyć przez kolano Hajduczka, bo ten urósł już ponad miarę. W swojej alkowie mam przybocznych, co nie miara. Chyba nigdzie, poza komunikacją, nie ma takiego licznego osobowo wydziału. No i te plenipotencje. Nasz Hajduczek wyznaczył sobie wyjątkową rolę. Mimo, że nie jest specjalistą od budownictwa drogowego zawiaduje największą inwestycją księstwa. Jak skończy się ta opowieść trudno przewidzieć? Póki, co bobry, które „sprzedawały” mi ją, były tak przejęte, że zamiast obgryzać drzewka wzięły się za picie grzańca. Pewnie i im ta zima daje się we znaki.

Comments

comments