Moje zadziwienie rodzące się z obserwacji ludzi chyba nigdy nie będzie miało końca. Taki to już urok życia. Czasami tzw. kompletne oszołomy, początkowo odrzucani poza krąg zainteresowania, cywilizują się i jest nadzieje, że ich teorie otrą się o nasz system wartości. Wówczas jest dobrze. No, może poprawnie. Ale często coś, co od początku pachnie „idiotyzmem”, niestety zostaje tym do końca. Wówczas przypomina mi się sztandarowa historia z ukochanych „Przygód Dobrego Wojaka Szwejka”. Ta o komisji lekarskiej, przed którą musiał stanąć bohater powieści Jarosława Haszka, by określić jego poziomu zidiocenia. Continue Reading…