Bywają w życiu tak dziwne sploty okoliczności, że starożytnym Czechosłowakom się nawet nie śniły. Często ich siłą sprawczą jest przypadek, zwany przez niektórych losem. To, co być może zdarzyło się ostatnio w moim rodzinnym mieście i o czym, dzisiaj pisze wałbrzyskie medium zwane TV Dam (czy jakoś tak) zaliczyć nie należy do efektu braku pamięci, czy przypadku. To, że Naczelna Nowa Wadza nie wywiązała się z obowiązków nałożonych na nią przez prawo, to moim zdaniem nie tylko niechlujstwo, ale wręcz zwyczajna głupota. Nie znałem dotąd żadnego urzędnika, takiej rangi, który sam podciąłby gałąź, na której siedział. By to zrobić trzeba być albo sadomasochistą, albo pozbawionym zmysłu przewidywania blondynem.

Choć może przesadzam. Sam nie jestem lepszy. Bodaj wczoraj wchodząc do domu, przytrzasnąłem sobie drzwiami mały palec u lewej ręki. Bolało, że hej. Po chwili miałem już ciemno siny opuchnięty walec zamiast palca. No, ale dzisiaj to już wszystko zeszło i nic mnie nie boli.
Prowadzenie działalności gospodarczej, czy tego typu podobne zachowania w przypadku samorządowca z wyboru, to coś poważniejszego. Jak nic można pożegnać się z mandatem. Już słyszę, że moja ulubiona posłanka od wiatraków nie zasypuje gruszek w popiele i szykuje całkiem zgrabne posunięcie. No, a jak ona za coś się weźmie, to mucha nie siada. Od dawna wiadomo, że panie nie kochają się zbytnio. Tym bardziej jedna z nich będzie miała sporo radości angażując do działania odpowiednie instytucje. I znów o mieście będzie głośno. Nie za sprawą wieży, ani warsztaciku miast, a prezydenckiego „wałka”, jak mawiają chłopcy z mojej dzielni. Powtarzam, jeszcze raz, – gdy to wszystko było prawdę, to…… marny koniec, jeszcze bardziej marniutkiej prezydentury.
p.s. I to wszystko w rocznicę napaści Niemiec na ZSRR. Czy to tak celowo sprokurowano? A co by było, gdyby Wadza zgubiła klucze od magistrackiej kasy? Pewnie płacz i zgrzytanie zębów. Cóż może lepiej być jak najdalej budynku przy Armii Krajowej?

Comments

comments