Wjeżdżam do miasta od strony Pszenna a tam wita mnie niejaki Marek Baryłko. Pan na włościach z nieodległej ziemi żarowskiej , kandydat do sejmiku wojewódzkiego. Kilkaset metrów dalej ze sporego baneru uśmiecha się Wojtek Murdzek. I robi to dwa razy, bo mniejszy Pan Uśmiechnięty, jak nazywają obecnego prezydenta, na niektórych portalach internetowych „zdobi” przystanek podmiejski MPK.
Plakaty, banery, nalepki, świecące ekrany są co krok. Ktoś popiera kogoś. Ktoś inny zachwala siebie. Ot , koloryt wyborczego jarmarku. Jeśli miejscem obwieszania się są przeznaczone do tego słupy czy fragmenty murów to nie problem. Co innego, gdy wykorzystuje się do tego celu rosnące drzewa. Niejaki dr z Książa, kandydat Partii Miłości do sejmiku wojewódzkiego, dumnie spogląda kilka dni temu z niektórych świdnickich drzew.
Do tego aktu wandalizmu doszło około 28 października br. , jak donosił tego dnia e -Tygodnik Świdnicki. Wyjątkowa bezmyślność i głupota. Ciekawe, czy w swoim parku w Książu doktor także powiesił swoje materiały wyborcze? Korzystanie z tego, co daje macierzysta firma nie jest obce jednemu z kandydatów Wspólnoty. Szef miejskiej komunikacji objeżdża miasto na oklejonym sobą autobusie. Pewnie nie korzysta z tego gratis, bo byłby to szczyt arogancji i bezprawia. Jest w tym jednak coś nie fair. Choć z drugiej strony autobusów w mieście jest tyle, że wystarczyłoby miejsca i dla kandydata Mariusza, i pani Ali, i wielu innych. Wystarczyło tylko znaleźć sposób na swoją kampanię. Ujął mnie patent na hasło wyborcze mojej ulubionej blond kandydatki z Partii Prezesa – córci kandydata Mariusza – panienki Magdaleny – „Prawdopodobnie każdy chciałby taką radną?” Ja, Tetryk nie będę czekał do 21 listopada i już dzisiaj mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć – „Chcę już dzisiaj i nie tylko radną, ale nawet bezradną Magdalenę!”. Pomogę jej zyskać większą wiarę w siebie. By w następnych wyborach w jej haśle nie było wątpliwości i brzmiało ono – „Każdy chce radną Madzię!”
Jednak prawdziwym hitem pierwszych dni listopada tegorocznej kampanii są dwie imprezy organizowane przez miejskie wodociągi i zakład energetyki cieplnej. By być bliżej wyborców i sprzedać im kandydatów ze swoich firm ,wymyślono w pierwszej z nich uroczystość wmurowania “elementu pamiątkowego” w ścianę, budowanej od czerwca przy ulicy Bokserskiej , stacji uzdatniania wody. Nic bardziej purnonsensowego nie można było wymyślić. Toż to hasło jak z filmów Barei. Póki co, nie widomo, co będzie owym tajemniczym „elementem”. Mam nadzieję, że nie będzie to np. nocnik prezesa albo inny, równie kontrowersyjny, przedmiot. W końcu nic tak nie przyciąga tłumów, jak mała prowokacja i proktologiczny happening. Cieplni energetycy byli bliżej realiów i konkretnych spraw. Postanowili otworzyć firmę dla świdniczan i częstować ich przy tym wyborczym chlebem i solą. Pomyślałem, że jeszcze bardziej chwytliwym pomysłem było by kręcenie warkoczy słomianych z materiału, który do ogrzewania miasta stosuje od miesiąca ciepłownia. Przyznam, że nie przypuszczałem, że w mieście działają tacy zdolni uczniowie Piotra Tymochowicza. Jestem pełen podziwu i uznania. Po prostu już nie tylko ręce mi opadły do ziemi, ale i szczęka. Na szczęście do wiekopomnego niedzieli zostało niewiele dni. Proszę -wytrzymajmy!

Comments

comments