I zaczęło się! Przebieranie nogami, przymiarki do ewentualnych stołków, funkcji i sławne tworzenie mitu „radnego”. Jeśli przed 21 listopada ktokolwiek sądził, że chętnym do foteli w radzie miejskiej zależy na odpowiedniej kondycji miasta i jego mieszkańców, to mógł to być naiwny fantasta. Kiedy tylko opróżniono ostatnią urnę wyborczą i kiedy wysechł klej roślinny pod ostatnim protokołem komisji wyborczej , przyklejony na drzwiach lokalu wyborczego, już się zaczęły gierki. Wystarczy wejść na jakąkolwiek stronę lokalną by dowiedzieć się, że..„Trwają zakulisowe rozmowy na temat koalicji w radzie miejskiej Świdnicy. Wspólnota Samorządowa podobno prowadziła już rozmowy z PiS, ale ten miał dla siebie zażądać stanowisk dwóch zastępców prezydenta i przewodniczącego rady, na co oczywiście Wspólnota nie wyraziła zgody. Negocjacje trwały podobno… minutę! – Osobą, która będzie decydowała o tym, czy PiS wejdzie w jakąś koalicję, będzie poseł Zalewska i nikt inny. Toczą się w tej chwili rozmowy pojedynczych osób, ale są to bardziej na razie niewiążące rozmowy sondażowe – mówi dyrektor biura poseł Anny Zalewskiej – Wojciech Kielka. Teraz Wspólnota podobno kokietuje Platformę Obywatelską. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika jednak, że „platformersi” na razie nie przedstawili żadnych konkretnych propozycji objęcia kluczowych stanowisk w mieście w zamian za koalicję, czekając na drugą turę wyborów prezydenckich. Problem polega na tym, że nie wiadomo, czy PO zgodzi się wejść w koalicję ze Wspólnotą wbrew stanowisku władz wojewódzkich partii, które w sejmiku dolnośląskim podpisały koalicję z PSL i SLD. Czy świdniccy radni z ramienia PO oprą się naciskom władz wojewódzkich partii? Anonimowy członek PO (od razu zastrzegamy, że nie radny) powiedział, że ich warunki mogą być dla Wspólnoty Samorządowej równie trudne do spełnienia, jak warunki PiS. A efekt?” – cytat z internetowej strony Tygodnika Świdnickiego.
A przecież wystarczyło przypomnieć sobie, jakim to zaufaniem obdarzyli świdnicznie swoich wybrańców. Np. pięć „gwiazd” z Partii Miłości zasiadających w radzie uzbierało łącznie 1615 głosów. Najdzielniejszy i najbardziej kreatywny nie przekroczył 200 punktów. Znacznie lepiej wypadli „pretorianie” z Partii Prezesa. Nawet, jeśli przyjąć, że doniesienia prasowe trzeba by podzielić przez dziesięć i dopiero wówczas zastanawiać się nad ich prawdziwością , to opisywana sytuacja ociera się o dużą dozę prawdopodobieństwa. Nowi ludzie, nowe ambicje. A rzeczywistość jest na szczęście mniej dramatyczna. Przed wyborami pozwoliłem sobie na obejrzenia dyskusji „zawieszonej” na tej samej stronie, a dotyczącej roli radnych w samorządzie. Mam od dawna swoje zdanie w tej materii i przyznam, że pokrywa się ono prawie dokładnie z tym, co mówił wówczas radny – strateg Januszek z Lewicy. Radni nie ponoszą odpowiedzialności i ich rola jest niemal fasadowa, bo takie jest obowiązujące prawo. To tak niezwykle pobieżnie, ale chyba jasno i czytelnie. Miastem rządzi prezydent i on odpowiada prawnie za wszystkie decyzje. Nie znam sytuacji, w której jakikolwiek radny zostałby pociągnięty do odpowiedzialności karnej za przyjęcie uchwały z idiotycznym zapisem. A wystarczy, by miejski budżet za sprawą nieodpowiedzialnego prezydenta czy burmistrza stracił pieniądze, to już by się za niego wziął prokurator.(casus prezydenta Poznania). Zatem- z czym do gości? Radni będą sobie knuć i ględzić, a i tak za wszystko odpowie szef magistratu. I to dobrze. Bo, jeśli spojrzeć na merytoryczne przygotowanie niektórych z „wybrańców”, to …pożal się boże. Lepiej, by trzymali się z daleka od pieniędzy podatników. A szachy personalne i „gabinetowe konsultacje”…niech im będzie. Nie przyniosą zapewne żadnych strat, a jedynie pokażą prawdziwe oblicze naszych „pomazańców”.

Comments

comments