Może tydzień temu dzieliłem się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi lokalnego plebiscytu na osobowość roku. Zniesmaczała mnie wówczas postawa świdnickich posłów, którzy z uporem godnym znacznie ważniejszych spraw windowali swoją pozycję we wspomnianym plebiscycie, jak gdyby obecność i miejsce w nim przekładało się na ich jesienny sukces w zdobywaniu mandatu na Wiejską.

Następnego dnia ujął mnie swoją postawą poseł Robercik, który z klasą wycofał się z owej pijarowskiej hucpy. Na dodatek oddał swoje głosy (organizator nie przyjął jego gestu) na rzecz świdnickiego stulatka, z przyjemnością biegającego po bieżni. Ale w szpicy nadal trzymała się „dzielnie” córka ziemi małopolskiej i miejscowa posłanka Teresa. Odporna na wszelkie sugestie skrzętnie „ciułała” głosy oddawane przez wdzięcznych wyborców. Czy byli to Kowalscy z osiedla Młodych, czy Nowakowie z Grodziszcza – nie wiem. Pracując jednak przez wiele lat w mediach byłem wielokrotnie świadkiem, jak politycy tworzyli takie drużyny wspierające. I Kowalskich, a nawet Nowaków w nich nie było. Bo ludzie mają gdzieś polityczne osobowości. Wszelakiej maści. Świadczy o tym minimalna frekwencja wyborcza.
Plebiscyt dobiegł końca i ambitna posłanka stała się osobowością roku 2014. Może przeszedłbym nad tym do porządku dziennego, ale gdy przeczytałem na profilu wspomnianej, że „jestem szczerze zaskoczona wynikiem Plebiscytu, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw”, wybuchnąłem śmiechem. Dawno tak się nie ubawiłem.
Dla mnie prawdziwą niekwestionowaną osobowością roku 2014 w mieście były dwie osoby. Pastor biskup Waldemar Pytel i baloniarz Krzysztof Zapart. I to jest koniec w tym temacie.
A zwyciężczynię mianuję do kolejnego plebiscytu Osobliwości Roku 2014. I dostaje ode mnie 100 głosów gratis.
p.s. Fota pochodzi z portalu doba.pl

Comments

comments