W natłoku przeróżnych „dni do czczenia”, które okazują się świętami, dzisiaj natchnąłem się na to – Międzynarodowy Dzień Elektryka. Od razu pomyślałem, że jakże bliskie mi „Ono”. W końcu znam osobiście trzech znaczących, w moim życiu, elektryków.

Pierwszy, i najważniejszy, to mój osobisty tata. Elektryk już nieżyjący. Ale niezwykle doświadczony w zawodzie. Ze wszelkimi możliwymi uprawnieniami. Sprawdzał się w fachu blisko pół wieku. Niestety nie odziedziczyłem po nim „smykałki” do prądu. Ilekroć zabraknie go w domu i wywalą korki, wpadam w popłoch. Choć raz, pamiętam, że zachowałem zimną krew ratując Wigilijną ucztę.
Drugie elektryk – legenda, to pan Lech Wałęsa. Postać, której nie trzeba przedstawiać. Elektryk z wykształcenia i człowiek, który obalił komunizm z praktyki.
Trzeci, żyjący i bardzo mi bliski to Jacek Tadeusz Sługocki. Choć przez większą część życia praktykujący w zawodzie, to jednak z wykształcenia marynarz śródlądowy. Absolwent wrocławskiego technikum żeglugi śródlądowej. Znam się z Jackiem od burzliwych lat osiemdziesiątych. Zawsze imponował mi odwagą i samodzielnym myśleniem. No i oczywiście uczciwością, która jest jego podstawową cechą. I choć ma za sobą sporo doświadczeń „kombatanckich”, to nigdy ich nie wykorzystuje. Bo Jacek to człowiek pokorny i skromny. Zatem niech żyją wszyscy bliscy mi Elektrycy!

Comments

comments